Proste ćwiczenie, które uwalnia z pułapki osądzania

Mamusiu, a co jest gorsze od śmierci? – zapytała mnie 6-letnia Alicja, gdy odkładała zabawki na półkę po skończonej zabawie. Ponieważ rozmowy o tematyce metafizycznej postanowiłam odłożyć na czas, gdy Ala zacznie chodzić do szkoły (obecnie ograniczają się do wieczornej modlitwy), tego typu pytania sprawiają, że na parę sekund z zaskoczenia zastygam w bezruchu. Do niedawna wydawało mi się, że o filozofii będę rozmawiać z nastolatką, tymczasem, gdy Ala w wieku pięciu lat zadała mi pytanie: Mamusiu, a czy można kłamać dla dobra społeczeństwa?, zorientowałam się, że „łatwo” w tym przypadku nie będzie. I tak przywykłam do tego, że Alicja w tak zwanym „międzyczasie” lubi rzucić kwestią o charakterze profetycznym: Mamusiu, a czy ty wiesz, że pójdziesz do nieba? , lub zaskoczyć przemyśleniami: Mamusiu, chciałabym zasypiać przy tobie już zawsze, no chyba, że umrzesz, wtedy będę zasypiać sama. I to właśnie śmierci dotyczyło kolejne pytanie z serii: JAK WYJAŚNIĆ TO SZEŚCIOLATCE. Tak na marginesie dodam jedynie, że jeśli nie mieliście okazji porozmawiać na ten temat z dzieckiem, interesującym pretekstem do takiej rozmowy może być bajka Coco, w której dwunastoletni Miguel poznaje tajemnicę rodzinnej legendy. W niezwykle zabawny sposób (zwłaszcza dla dorosłych) poruszona została w niej kwestia pamięci o zmarłych, a to wszystko na tle barwnej kultury i sztuki meksykańskiej. Ale wróćmy do pytania Alicji.

Myślę, że gorszy od śmierci jest jedynie jej brak. – wypaliłam. Nic dziwnego, że Ala uniosła brwi z zaskoczenia. No tak, nie wzięłam pod uwagę tego, że Alicja nie studiowała w ostatnim czasie książek z zakresu duchowości, w których poruszana była błędna interpretacja pojęcia życia wiecznego, które potocznie oznacza spędzenie wieczności w jednym ciele, a co dla istoty rozwiniętej duchowo oznaczyłoby jedynie brak rozwoju równoznaczny z wiecznym więzieniem. W związku z czym poprawiłam się szybko:

– Uważam, że gorsze od śmierci jest życie w kłamstwie. Dlatego skarbie nie warto kłamać, bo gdy to robisz, nie oszukujesz rodziców, babci, czy znajomych, a samą siebie.

Zastanawiacie się być może, co osądzanie ma wspólnego z kłamstwem? Otóż uważam, że osądzanie jest rodzajem kłamstwa, jednym z groźniejszych, bo takim, które powstaje w sposób nieświadomy i na globalną skalę. Nasz ludzki sposób postrzegania rzeczywistości jest ułomny, osądzając drugiego człowieka, nie jesteśmy w stanie uwzględnić jego programów podświadomości, karmy, nie mamy wglądu w jego umowę Duszy sprzed wcielenia, dlatego proces osądzania odbywa się jedynie na podstawie części faktów dostępnych zmysłom, w związku z czym nie może być obiektywny i prawdziwy ( oczywiście mam na myśli duchową prawdę). Osądzając innych tworzymy fałszywy obraz rzeczywistości, natury świata, co w negatywny sposób wpływa na nasz naturalny proces rozwoju duchowego oraz stan emocjonalny osoby fałszywie osądzonej. Myślę, że to miał na myśli Jezus, gdy przestrzegał: Nie sądź, a nie będziesz sądzony. Z drugiej strony słowa te stały się podstawą dla teorii powszechnej tolerancji, w której nakłania się ludzi do zaniechania logicznej oceny na rzecz akceptacji KAŻDEJ odmienności, nawet takiej, która godzi w nasz komfort życiowy, czy bezpieczeństwo. Gdzie zatem ukryty jest zdrowy balans pomiędzy osądzaniem, a jego brakiem? Jak zaniechać osądzania innych, zachowując jednak zdrowy rozsądek? Podzielę się dziś z Wami, prostym ćwiczeniem, które wymyśliłam, by rozwiązać ten problem.

Cuda, o których się nie mówi

Pod koniec stycznia tematem numer jeden stała się misja ratunkowa na Nanga Parbat, byłam wtedy jedną z nielicznych osób w Polsce, które o dramatycznych wydarzeniach w Himalajach dowiedziały się z kilkudniowym opóźnieniem. Dla mnie był to bowiem czas, w którym koncentrowałam uwagę na pogarszającym się stanie zdrowia mojej młodszej córeczki Aleksandry. Choroby dzieci to jeden z trudniejszych tematów, jak bowiem zaakceptować cierpienie niewinnej istoty, zwłaszcza takiej, którą kochamy bardziej, niż własne życie? Dla wielu to jedna z najtrudniejszych prób, bo jak kochać Stwórcę, który dopuszcza tak wiele bólu?

Gdy zapytałam własnej Duszy: Dlaczego Ola choruje?

Usłyszałam: Kochana, JESTEŚMY tu, by doświadczać, KAŻDY z nas się UCZY, ty również.

Świadomość tego, że śmierci nie ma, że to tylko przejście, ZMIANA PERSPEKTYWY oraz postrzeganie rzeczywistości w sposób poszerzony, to znaczy postrzeganie energii i ładu, przyczyn i skutków w siatce zdarzeń tej planety, pozwala mi na wewnętrzny spokój, akceptację i zrozumienie. Mimo to, gdy trzymałam w rękach oddychającą z trudem Olę, bałam się, po ludzku się bałam, jak każda matka o zdrowie własnego dziecka. Być może ktoś zastanawia się, dlaczego osoba rozwinięta duchowo od razu nie zostanie świadkiem uzdrowienia? To fakt, z jednej strony dzieci nie posiadają aż tylu blokad i fałszywych programów podświadomości, co dorośli, z drugiej Vianna Stibal, nauczycielka techniki medytacyjnej opartej na falach mózgowych Theta, ostrzega, że zbyt częste ingerowanie energetyczne w naturalny system odpornościowy dziecka może rozregulować jego funkcjonowanie. Poza tym, choroby dzieci bywają spowodowane umową Dusz, które wybrały ten rodzaj nauki, by wspólnie z rodzicami odrabiać wybrane wartości i Dusza dziecka nie zgodzi się na uzdrowienie, jeśli zaplanowany cel lub lekcja nie odniosłyby dzięki temu rezultatu. Bywa też, że choroby, których nie jest w stanie wyleczyć współczesna medycyna są efektem pamięci energetycznej komórek, które odtwarzają tragiczną i nagłą śmierć z poprzedniego wcielenia (na przykład niewyjaśniona choroba jelit u dziewczynki, która w poprzednim wcieleniu została otruta) albo silnych negatywnych programów i przekonań własnych lub przodków, które Dusza postanawia w danym wcieleniu oczyścić. Osobiście uważam jednak, że zanim zaczniemy badać energetykę dziecka, w pierwszej kolejności powinno zadbać się o jego ciało fizyczne, czyli łącznik, w którym, wielowymiarowe energie znajdują ujście. Współczesna medycyna to wspaniałe osiągnięcie ludzkości, która razem z wiedzą o energetyce człowieka powinny tworzyć jedną, uzupełniającą się drogę, a nie dwie wykluczające się wzajemnie ścieżki. I tak jak większość rodziców, gdy typowe oznaki przeziębienia nie ustąpiły po zastosowaniu metod naturalnych, udałam się do lekarza rodzinnego, a tam usłyszałam diagnozę –angina. O szkodliwości antybiotyków mówi się powszechnie, mimo to wielu rodziców bez wizji innej leczniczej alternatywy decyduje się, by podać je dziecku. Gdy stan Aleksandry już po trzeciej dawce pogorszył się na tyle, że napady kaszlu i płytki oddech uniemożliwiały normalne oddychanie, podjęliśmy z mężem decyzję o natychmiastowej wizycie w szpitalu. Tam usłyszeliśmy diagnozę – alergiczne lub wirusowe zapalenie płuc – konieczne podanie tlenu i hospitalizacja. I tak wróciłam do miejsca, w którym najchętniej nie pojawiłabym się nigdy, o którym na samą myśl cierpnie mi skóra, którego na skutek poprzednich doświadczeń po prostu się boję – Oddział Pediatryczny Specjalistycznego Szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. A jeśli czegoś się boisz, to prawie pewne, że prędzej czy później będzie to temat Twojej lekcji! I tego, co tam zobaczyłam i czego doświadczyłam, przyznam się szczerze, kompletnie się nie spodziewałam!

Gdy miłość jest lekcją… Sprawdź, przez który z jej 3 etapów przechodzisz

Źródło tytułowego obrazka:  http://lovemovementevolution.com/event/tantric-transformational-movement-alchemy-2-3-march-bali

Czy nie zastanawiałeś się kiedyś nad tym, dlaczego ludzie łączą się w pary? Skąd w naszej zbiorowej świadomości przekonanie, że do tanga trzeba dwojga, skąd chęć odnalezienia bliźniaczego płomienia, czy drugiej połówki jabłka?  Dlaczego, aby stworzyć związek, szukamy tylko jednego partnera czy partnerki? Ci, którzy przesyłają świadomość w ciele astralnym w inne wymiary, na inne planety, doskonale wiedzą, że nie jest to fakt powszechny w całym Wszechświecie. Jeśli myślicie, że determinującym taki układ czynnikiem jest przedłużanie gatunku, to nadmienię, że istoty z bardziej rozwiniętych cywilizacji, czy te ze świata duchowego (np. Anioły) ewoluowały pod tym względem i stały się hermafrodytami, to znaczy, że są połączeniem płci męskiej i żeńskiej, a ich prokreacja przebiega na kompletnie odmiennych zasadach. Dlaczego na Ziemi zostaliśmy zaprojektowani jako kobieta i mężczyzna, i taki akurat układ został wpisany w nasz naturalny cykl rozrodczy? Najbardziej dla mnie logiczną odpowiedzią na to pytanie jest ta, której udzielił Drunvalo Melchizedekowi Thoth, kiedy jeszcze jako wniebowstąpiony mistrz przebywał w dostępnych dla nas wymiarach. Thoth twierdził, że związki istot, które ewoluowały na danej planecie odzwierciedlają budowę atomową gwiazdy, wokół której dana planeta krąży. I tak protony odpowiadają istotom z dominującą energią męską, elektrony istotom z dominującą energią żeńską, neutrony istotom z energią neutralną ( w naszej rzeczywistości mogą być reprezentowane przez dzieci). Słońce zbudowane jest z wodoru, który składa się z protonu i elektronu, dlatego kobieta i mężczyzna to naturalne połączenie, choć wiadomo, że dominująca w danym ciele energia nie zawsze pokrywa się z płcią, stąd  takie zjawisko jak homoseksualizm. Gdyby Słońce zbudowane było z helu, na który składają się dwa protony, dwa elektrony i dwa neutrony, typowy Ziemski związek wyglądałby inaczej. I choć nie dla wszystkich monogamia jest satysfakcjonująca, mówimy wtedy o takich osobach, że mają w sobie gen poligamii, to ubierając się w materię na tej planecie zobowiązaliśmy się do respektowania panujących na niej zasad, między innymi tej, która mówi o łączeniu się w pary. Taką parę każdy z nas posiada również w świecie energii, mówimy wówczas o Bliźniaczym Płomieniu, jednak fakt, że nasz Bliźniaczy Płomień wcieli się w tym samym wymiarze, czasie i na tej samej planecie należy do rzadkości. Znacznie częściej na swej drodze życia miłosnego spotykamy Bratnie Dusze z naszej Rodziny Dusz, lub te, które przed konkretnym wcieleniem zgodziły się na wspólną realizację wcześniej obranego zadania lub wspólne przepracowanie konkretnych wartości. I nie ma problemu, jeśli umówiliśmy się na naukę w towarzystwie jednej Duszy, bowiem przekłada się to wielką miłość, która trwa prawie przez całe nasze życie. Schody zaczynają się, gdy nasze Dusze są ambitne i wybierają intensywną naukę, a do wspólnej zabawy zapraszają klika innych Dusz, z którymi będziemy tworzyć różne mniej lub bardziej zawiłe relacje i związki, a wszystko w celu zebrania jak najszerszej gamy doświadczeń. Wisienką na tym kolorowym przekładańcu relacji jest to, że rodząc się jako niemowlę zapominamy o wszystkich umowach sprzed wcielenia, ba, dostępne w pakiecie zmysły nie będą nawet rejestrowały czegoś takiego jak świat energii. No chyba, że w wyniku pracy duchowej sobie ten pakiet poszerzymy, albo wcielamy się z pozycji osoby, która nie przechodzi procesu reinkarnacji, a wybiera wcielenia bezpośrednio po odprowadzeniu, nie tracąc pamięci (w świecie duchowym mówimy wówczas, że taka istota zna tajemnicę wiecznego życia). W tym momencie zapewne zastanawiasz się, po co Ci ta cała wiedza?  Otóż świadomość celów i wartości, które zdecydowałeś odrabiać się w tym życiu, czy kluczowe momenty z poprzednich wcieleń, pozwalają w sposób logiczny wyjaśnić Twoje dotychczasowe perypetie miłosne oraz przewidzieć czekające Cię jeszcze w związku lekcje. A co najważniejsze, jako rozwinięta duchowo istota MOŻESZ W SPOSÓB ŚWIADOMY  DOŚWIADCZAĆ LEKCJI, KTÓRE SĄ PRZEWIDZIANE, A NAWET, JEŚLI TAKA BĘDZIE TWOJA WOLA ,Z NIEKTÓRYCH ZREZYGNOWAĆ, bowiem, mimo ustalonego wcześniej planu, cały czas masz wpływ na Twoją przyszłość. I tak rozstanie, zdrada czy śmiertelna choroba partnera, przestaną być postrzegane jako niesprawiedliwość czy kara, a część Wielkiego Planu, którego każdy z nas jest częścią. Dziś o trzech etapach relacji miłosnej, a ponieważ uwielbiam oglądać filmy, opowiem o nich posługując się trzema dziełami, które według mnie w bardzo trafny sposób oddają charakter danego etapu.

365 dni podmorskiej żeglugi (o Rezolucji Duszy w 2018 roku)

Gdyby dzieje historii nowożytnej przyrównać do fabuły literackiej lub filmowej, to bylibyśmy w momencie, w którym autor lub reżyser stosuje plot twist. Czyli zwrot w fabule, w której okazuje się, że sojusznicy stają się zdrajcami, domniemani podejrzani oczyszczają się z zarzutów, a niewinne z pozoru postacie ujawniają swą podwójną grę. To moment, w którym pojawiają się nowe fakty, które zmieniają dotychczasową rzeczywistość w sposób, o jakim nikomu nawet się nie śniło. I o ile w literaturze czy kinie jest to często powód do sukcesu dzieła i jego autora, to w prawdziwym życiu konieczność przewartościowania dotychczasowych poglądów, delikatnie rzecz ujmując, nie wzbudza w nas entuzjazmu. Najczęściej spotykanymi reakcjami są: wyparcie, agresja, blokada na racjonalne argumenty, następnie wyśmianie i próba dyskredytacji osoby lub idei, która może podważyć nasz dotychczasowy system wartości. Tymczasem do finałowego starcia mogą dotrwać jedynie bohaterowie, którzy mają otwarte umysły, są sprytni i w błyskawiczny sposób potrafią dostosować się do nowych, nierzadko skrajnie odmiennych i zaskakujących sytuacji życiowych. W tym momencie, już na samym początku tego wpisu, zdradzę Ci tajemnicę siły głównego bohatera, która potrafi każdego przeciętniaka zamienić w Indianę Jonesa z Poszukiwaczy Zaginionej Arki. Jak myślisz, skąd bohater czerpie siłę, gdy przeciwnik wymorduje mu całą rodzinę, ukochana odejdzie z przyjacielem, a dom spłonie rażony błyskawicą z bezchmurnego nieba? Otóż bohater ma wyższy cel, a dokładniej dwa cele: świadomy i ukryty. Cel świadomy sygnalizowany jest na początku, to będzie zemsta, znalezienie nowej miłości, czy odbudowanie domu, sęk w tym, że bohater odkrywa zazwyczaj w trakcie realizacji swoich postanowień, że nie do tego tak naprawdę dążył, że mimo zrealizowania planu, nie czuje pełnej satysfakcji . Wówczas następuje magiczna chwila, bohater spotyka nauczyciela, przewodnika lub doznaje kolejnej porażki, by odkryć wyższy cel, cel ukryty w podświadomości, który daje siłę i prawdziwe spełnienie, który pochodzi z wnętrza serca, przynosi ukojenie. Wówczas bohater odkrywa, że tak naprawdę dążył do wybaczenia, miłości do samego siebie, czy poczucia bezpieczeństwa. To właśnie tę prostą prawdę opowiadamy sobie od niepamiętnych czasów na miliony sposobów, z niezliczoną ilością konfiguracji bohaterów i sytuacji. To tę prostą prawdę znajdziemy w naszym życiu. I o ile celów świadomych jest tyle, ilu ludzi, to wyższy cel jest wspólny dla każdego człowieka, a jest nim rozwój duchowy. I być może w tym momencie nastąpi u Ciebie wyparcie lub wyśmianie poprzedniego zdania, choć w głębi Duszy mam nadzieję, że kiwniesz tylko głową, bo jest to prawda, którą już znasz. Bo rozwój duchowy pozwala Ci zajrzeć za kulisy widzialnego świata, zanurkować pod powierzchnię. Dzięki poszerzeniu świadomości dostrzegasz całość góry lodowej, a nie jedynie jej ułamek, gdzie górą jest oczywiście otaczająca nas rzeczywistość. Jeśli nie, to ten blog jest idealnym miejscem do nauki nurkowania, będę zabierać Cię pod powierzchnię w każdym kolejnym wpisie, bo to kocham, bo taki jest mój świat i z radością o nim opowiadam. Rok 2018 jest dla mnie ważny z paru względów: jest to (tak jak ja) numerologiczna 11, zostanę mamą po raz trzeci, choć tym razem nie dziecka, a dojrzewającej we mnie od kilku lat powieści (wierzcie bądź nie, ale pisanie może być niczym bolesny poród, który trwa bardzo, bardzo długo 😉 ), w tym roku kończy się dominacja energii męskiej, a do głosu coraz częściej będą dochodzić panie, a takich inicjatyw, jak na rozpoczynających rok Złotych Globach będzie coraz więcej. A co ciekawego w tym roku znajdziecie na Rezolucji Duszy? Tematykę wpisów podzieliłam na cztery główne działy, przy czym kolejność wpisów będzie, jak w zeszłym roku, zależna od spływających w danym momencie na naszą planetę energii, a zatem:

Wszechświat mówi! Jak zrozumieć jego język?

Na naszej planecie istnieje około siedmiu tysięcy języków, którymi posługują się ludzie. Ten wspaniały sposób komunikacji, na który składają się systemy słów, gestów, mimiki, tembr głosu, czy znaki w formie piśmiennej, z jednej strony ułatwia życie w społeczeństwach, z drugiej utrudnia zaakceptowanie istnienia odmiennych sposobów na wzajemne przekazywanie informacji, dostępnych osobom, które poszerzyły własną percepcję. Zadziwiające, że telepatia i bezpośrednie czytanie informacji z pola energii, które otacza osobę, przedmiot lub całe planety, nadal dostępne są jedynie dla nielicznych „wybrańców”, podczas, gdy przy odpowiedniej pracy duchowej jest to możliwe dla każdego. Myślę, że główną przeszkodą jest lęk przed nieznanym, gdyż świat „po drugiej stronie” nadal kojarzy się z czymś zakazanym, gdzie na ciekawskich czyha „zło”. Tymczasem wystarczy pamiętać o tym, że w świecie energii jedna z podstawowych zasad brzmi: podobne przyciąga podobne, zatem dla osoby o niskiej wibracji trudne stanie się poruszanie w Miłości i Świetle, wręcz nie zostanie dopuszczona do pewnych miejsc, by ich nie zainfekować i odwrotnie.  Być może dla niektórych będzie trudne zaakceptowanie faktu, że wszelkie niemiłe sytuacje związane z medytacją, poruszeniem się w innych wymiarach, czy kontaktem z istotami duchowymi, wydarzyły się na ich własne życzenie, wyrażone najczęściej nieświadomie poprzez:

1) Negatywne uczynki, myśli, żale, urazy, złość, strach i martwienie się o przyszłość swoją lub bliskich.  Aby bez lęku doświadczać jedności z Wszechświatem, konieczna jest praca ze swoją „ciemną stroną mocy”, rozszerzenie percepcji i dar różnych potencjałów przychodzi wtedy naturalnie, łagodnie i jest przyjemnym przeżyciem, dzięki któremu wzrastasz na Ziemi w miłości i pokoju.

2) Jako kontynuacja własnych wyborów z poprzednich wcieleń. Wiedza o poprzednich wcieleniach nie jest konieczna, by wzrastać duchowo, jednak czasem należy ją poznać, by dokończyć lekcje lub pomóc sobie w uzdrowieniu chorób, lęków czy pozbyciu się blokad.  W moim przypadku zerwanie pewnych więzi z poprzedniego wcielania było konieczne, gdyż nie służyły mi już w obecnym życiu, wręcz stanowiły opozycję dla mojej duchowej postawy. Otóż byłam otoczona swojego rodzaju opieką, która niestety nie pochodziła od Światła, gdy ktoś mnie skrzywdził lub zasmucił, w niedługim czasie sam doznawał dziwnych kontuzji i „wypadków” losowych, działo się to regularnie, w dodatku byłam „informowana” przez „głosy”, co danej osobie się wydarzy. Miarkę przebrała pewna sytuacja, gdy usłyszałam przekaz odnoście jednej z osób, która wyrządziła mi przykrość: „Powiedz słowo, a jutro zginie w wypadku samochodowym”.  Oczywiście nie zgodziłam się na tego typu rozwiązanie. Tydzień później dowidziałam się, ze tamta osoba cudem uniknęła czołowego zderzenia. Byłam zdezorientowana, ale nigdy nie wątpiłam w to, że choć nie rozumiem, co się dzieje, jestem w stanie przejąć kontrolę nad każdym zjawiskiem, że wszystko co nas spotyka pochodzi z naszego wnętrza i w każdej chwili możemy zmienić to, co nas ogranicza, blokuje lub szkodzi. Dotarłam do osoby, dzięki której dowiedziałam się, iż wątpliwego pochodzenia „opieka” była pozostałością jednego z moich poprzednich wcieleń, obecnie niepokojące „głosy” są jedynie odległym wspomnieniem. A ja dostałam się pod opiekę innych duchowych istot, w tym Uriela czy Archanioła Michała. Pamiętajcie, że każdy z nas jest odzwierciedleniem całego Wszechświata, każdy z nas ma w sobie tę samą energię, która tworzy gwiazdy, energię Źródła, jesteśmy w stanie tworzyć zarówno ład, jak i chaos. Ilekroć ogranie Was myśl, że nie jesteście w stanie nad czymś zapanować, że jesteście słabi, pamiętajcie, że ta myśl nie pochodzi z Waszego serca, przeczekajcie ją, pozwólcie jej odpłynąć, a potem działajcie.

 3) Brak umiejętności kontroli nad własnymi potencjałami. Jeśli jakiś dar uprzykrza Ci życie, możesz poprosić Stwórcę o jego zablokowanie. Uważam, że duchowe potencjały nie powinny być źródłem zmartwień, czy utrudnieniem w życiu codziennym. Sama posiadałam umiejętność komunikowania się w snach ze zmarłymi. Oczywiście zanim „przywykłam” do tej umiejętności, przeszłam przez etap – „chyba wariuję”.  Moja terapeutka, do której zgłosiłam się zaniepokojona faktem, że rozmawiam w snach z ludźmi, o których na drugi dzień dowiadywałam się, że zginęli, wytłumaczyła mi, że to projekcje mojej podświadomości, która musiała zarejestrować informacje o danym zdarzeniu poza moją świadomą uwagą, a zdobyte przez przypadek wiadomości śniły mi się po nocach. Przyjęłam to wytłumaczenie, jednak  kiedy po urodzeniu pierwszej córki z każdej takiej sennej projekcji wybudzał mnie jej płacz, postanowiłam zakończyć to zjawisko. Poprosiłam wówczas Stwórcę, aby nie kierował do mnie Dusz, ani innych istot, gdyż moja córka się ich boi, dodatkowo przy łóżeczku postawiłam obraz „Jezu, ufam Tobie”. Od 6 lat nie mam już niekontrolowanych wizyt, a córka zaczęła wówczas spać spokojnie.

Myślę, że zanim zaczniemy  świadomie komunikować się z Wszechświatem, warto pamiętać o tych trzech regułach. A czym dokładnie jest język Wszechświata? Osobiście uważam, że jest to jeden ze sposobów w jaki komunikuje się z nami nasza Dusza (Wyższe Ja), która jest w stałym połączeniu ze Stwórcą. Dzięki siatce zdarzeń, która nas oplata odpowiada na pytania, kieruje na właściwą ścieżkę, ostrzega przed zagrożeniami, zapowiada ważne wydarzenia, które mają nadejść w przyszłości. Wszechświat rozmawia z nami na przedziwne i zaskakujące sposoby, nie ma ograniczeń. Jak rozpoznać jego język?  Jak się go nauczyć?

Duchowa równowaga czy energetyczny zawrót głowy? Co robić, gdy pojawiają się wątpliwości?

Być może ogarnęła Cię kiedyś wywrotowa myśl, że mimo całego zła i podstępów tego świata, nie jesteś  łupinką orzecha na środku oceanu, która z trudem utrzymuje się na jego powierzchni, zdaną na łaskę lub niełaskę potężnych żywiołów. Może dzięki  tej myśli udało Ci się skonstruować zmieniającą perspektywę lornetkę, która pozwoliła Ci dostrzec, prawo przyczyny i skutku, akcji i reakcji, pozwoliła Ci zauważyć to, że aby nastąpiła zmiana, musi być działanie z Twojej strony, że nie jesteś niewolnikiem własnej rzeczywistości, a ją tworzysz? Możesz tego dokonać krocząc ścieżką bezwarunkowej miłości i prostych prawd serca, możesz też tworzyć własną przestrzeń używając  logiki i wiedzy.Wybór należy do Ciebie, ważne, by nie zboczyć z drogi, nie pogubić kierunków, nie zapomnieć o celu, a o co tak łatwo we współczesnej rzeczywistości, zwłaszcza tej duchowej, która może przypominać położone w Nevadzie Las Vegas. Wokół pełno budynków z kolorowymi światłami, a w każdym specjalista od rozwoju osobistego, przewodnik duchowy, wróżka, jasnowidz, terapeuta, każdy z unikalnym i płatnym sposobem na szczęście, nierzadko dyskredytujący poglądy innych. Czy tak ma wyglądać miłość bezwarunkowa i współistnienie? Jak w tym hałasie metod, jedynych słusznych religii, produktów, warsztatów, duchowego pośrednictwa, usłyszeć głos własnej Duszy? Jak nie zgubić jej przewodnictwa na kolorowym jarmarku wiedzy duchowej? Wierzę, że nie jestem jedyną osobą, którą na drodze po szczęście i wolność doganiają wątpliwości, dlatego dziś piszę o tym co robić, gdy tego do końca nie wiadomo.

Jak oswoić własny strach? O lękach i innych mieszkańcach podświadomości

Lęk był i jest podstawową siłą, która powstrzymuje nas przed dostąpieniem stanu światłości. W II tomie Pradawnej Tajemnicy Kwiatu Życia Drunvalo Melchizedek przedstawia ciekawą teorię dotyczącą przeznaczenia Wielkiej Piramidy w Egipcie, jego słowa głęboko zapadły w moje serce, nie dlatego, że poparte są licznymi dowodami, ale dlatego, że słyszałam je w swoich medytacjach, zanim odkryłam kim jest Drunvalo. Otóż jednym z ważniejszych pomieszczeń w piramidzie jest tak zwana Studnia (niewielkie pomieszczenie pod powierzchnią piramidy, dziś częściowo zasypane) wraz z wąskim korytarzem, który do niej przylega, a który z niewiadomych przyczyn jest zakończony ścianą, jakby twórcy piramidy nagle zmienili zdanie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu można było wczołgać się do tunelu, obecnie jest to obszar zamknięty dla zwiedzających, powodem były zagadkowe zgony, które miały miejsce przy końcu tunelu. A ludzie ginęli z powodu ukąszeń węży czy pająków, które nawet nie występują w Egipcie, a jedna z ostatnich wycieczek miała być zagazowana. Według Drunvalo (oraz mojej skromnej opinii) w miejscu zakończenia tunelu następuje kumulacja energii, która powoduje załamanie wymiarów. A teraz wyobraź sobie, że czołgasz się w ciasnym i ciemnym tunelu egipskiej piramidy, gdzieś pod powierzchnią ziemi, o czym myślisz? Czego się boisz? Otóż w wyższych wymiarach nasze myśli materializują się natychmiastowo, z tym, że „na pierwszy ogień” idą nasze lęki, czego doświadczali pechowi turyści na końcu tunelu. Zjawisko to występuje jedynie w tym miejscu piramidy, a w zasadzie pod piramidą, zatem zwiedzanie jej pozostałych pomieszczeń jest jak najbardziej bezpieczne. I mimo, iż w zakresie Twoich zainteresowań nie muszą znajdować się międzywymiarowe podróże, to ujarzmienie strachu i lęków powinno. Dlaczego? W książce Wewnętrzne Przebudzenie Colin Sisson wyjaśnia w jaki sposób lęk nas ogranicza, jak niesamowicie ważny jest proces akceptacji i łączenia się ze strachem w celu jego opanowania. Według niego, to właśnie lęk jest przyczyną większości naszych negatywnych emocji, spójrzcie sami:

Koniec Świata – jak przeżyć i nie zwariować wg Drunvalo Melchizedeka

Być może kogoś z Was to zaskoczy, ale jest jeden Koniec Świata, który został oficjalnie potwierdzony przez naukowców, a mianowicie ten, który będzie miał miejsce za 5 miliardów lat, gdy najbliższa nam gwiazda (Słońce) na skutek reakcji na jej powierzchni przeistoczy się w Czerwonego Olbrzyma, który pochłonie wszystkie krążące wokół planety. Ale 5 miliardów lat to niewyobrażalny wręcz ogrom czasu, czy ludzkość szczęśliwie przetrwa Apokalipsę od dawna zamieszkując inne planety, czy będzie już tylko odległym wspomnieniem Matki Ziemi? Jeszcze nie odetchnęliśmy po ostatnim „Końcu Świata” z 23 września, a tymczasem kolejny już niedługo, bo 19 listopada 2017 roku, choć tego typu przepowiednie zamiast strachu wzbudzają śmiech i politowanie, warto zastanowić się nad gwałtowną ich kumulacją w ostatnim czasie, być może faktycznie czeka nas spora zmiana. Równolegle do licznych wizji wojen, wszechogarniającego zła i katastrof naturalnych, w środowiskach alternatywnych funkcjonuje teoria o przejściu ludzkości w inny wymiar. A jednym z czołowych jej propagatorów jest Drunvalo Melchizedek, poniższy wpis w całości opiera się na dwóch tomach Pradawnej Tajemnicy Kwiatu Życia, które powstały w wyniku zapisów z prowadzonych przez Drunvalo warsztatów w latach 1985-1994. Drunvalo Melchizedek studiował fizykę i sztukę na uniwersytecie w Berkley, w ciągu 25 lat po zdobyciu dyplomu pobierał nauki u ponad 70 nauczycieli różnych szkół i wyznań, co pozwoliło uzyskać mu szeroki zakres wiedzy i umiejętności duchowych. Przyznam szczerze, że Pradawna Tajemnica Kwiatu Życia jest jedną z najbardziej interesujących pozycji książkowych z jaką spotkałam się do tej pory. W dwóch obszernych tomach, przepełnionych zdjęciami, wykresami, odręcznymi rysunkami, zawarta jest spora dawka informacji (w którą można oczywiście wierzyć lub nie) z zakresu odkryć archeologicznych, dawnych cywilizacji, historii ludzkości, wiedzy o wymiarach rzeczywistości, polu energetycznym człowieka, świętej geometrii i wiele, wiele innych, wydawałoby się niepowiązanych ze sobą informacji, które jednak w szerszej perspektywie tworzą sensowną całość. Aby zrozumieć istotę zmiany wymiaru, należałoby przypomnieć samo znaczenie pojęcia WYMIAR ( oczywiście tego z zakresu wiedzy duchowej, a nie fizyki). Być może będzie to dla wielu z Was powtórka wiedzy dobrze znanej,  ale może znajdą się osoby, dla których przedstawione niżej informacje okażą się nowością. Cały otaczający nas Wszechświat składa się z fal sinusowych lub fal cosinusowych, falą jest światło, spektrum elektromagnetyczne, wibracja dźwięku, ale również wymiar rzeczywistości. O poziomie wymiaru decyduje długość fali, czyli odległość jednego punktu na krzywej od drugiego, w którym cały szereg zaczyna się od nowa. Długość fali dla naszej rzeczywistości to 7,23 cm, w wyższych wymiarach długość fali robi się krótsza, w związku z czym rośnie poziom energii, w niższych wymiarach długość fali jest większa, a poziom energii niższy. O wymiarach można powiedzieć również to, że istnieje niezliczona ilość ich sekwencji, na każdą sekwencję składa się ich 144 (12 wymiarów x 12 ważniejszych alikwot w każdym wymiarze), a każda sekwencja oddzielona jest Ścianą Próżni. Obecnie znajdujemy się na końcowych alikwotach trzeciego wymiaru i wielkimi krokami szykujemy się do przejścia w kolejny (w wielu kręgach mówi się o wymiarze czwartym, różnica wynika z tego, iż dodatkowo jako wymiar uwzględniana zostaje Ściana Próżni). Drunvalo twierdzi, że domniemany „Koniec Świata”, o którym sporo się mówi ostatnimi laty, ze względu na liczne proroctwa i anomalie klimatyczne, to nic innego jak przejście całej planety w kolejny, czwarty lub piąty, jeśli uwzględnimy Próżnię, wymiar. A to doświadczenie nie musi należeć do strasznych, jeśli weźmiemy pod uwagę pewne wskazówki.

Poznaj 3 pułapki ukryte w grupach wsparcia

Gdybym miała wybrać najlepszą końcową scenę filmową, zdecydowanie byłaby nią ta z filmu Fight Club (Podziemny Krąg) Davida Finchera, który powstał na podstawie książki Chucka Palahniuka o tym samym tytule. W ciągu kilku minut dowiadujemy się, co się zwykle dzieje, gdy ktoś do nas powie: „Spokojnie, będzie dobrze”, pada kultowa kwestia: „Trafiłaś na dziwny okres w moim życiu” (co niestety byłoby idealnym podsumowaniem większości moich związków) oraz ukryta zostaje mała „niespodzianka” dla wprawnego oka, a to wszystko w towarzystwie genialnego utworu Where is My Mind? grupy The Pixies. Ciekawostką może być fakt, że pomysł na książkę Fight Club narodził się w głowie Chucka, po tym jak sam został pobity przez grupę ludzi z sąsiedniego campingu, która odmówiła mu przyciszenia radia. Przesiąknięty czarnym humorem film w doskonały sposób obnaża nasze potrzeby i schematy myślowe, a szczególnie potrzebę przynależności do grupy, chęć życia w kolektywie, poczucie wspólnoty. Bo to właśnie one stanowią nagrodę dla członków Podziemnego Kręgu, ludzi, którzy z pozoru nie odznaczają się w oczach systemu szczególną wartością, bądź świadomie rezygnują z wyścigu szczurów. Główny bohater Jack (Edward Norton) w myśl zasady: stajesz się własnością tego, co posiadasz – porzuca ideę pogoni za dobrami materialnymi, by doświadczać życia, przestaje mieć, a zaczyna być. Tworzy alternatywną rzeczywistość, przestrzeń Podziemnego Kręgu, która w efekcie pożera własnego rodzica. Myślę, że o wartości filmu, oprócz groteskowej rzeczywistości i wyrazistych bohaterów, stanowi również opowieść o poszukiwaniu idealnej recepty na życie, recepty, której poszukuje każdy. W prześmiewczy sposób obnaża funkcjonowanie tzw. grup wsparcia, które mimo tego, iż powstają zazwyczaj w szczytnym celu, mogą okazać się zagrożeniem.

O duchowości zwierząt

Linz to miasto w północno-wschodniej Austrii, położone nad Dunajem, to tutaj od 1987 roku jest organizowany festiwal sztuki, technologii i społeczności  Ars Electronica, na którym w 2005 roku nagrodzony został między innymi Tomasz Bagiński. W tym roku  prestiżową nagrodę dla artystów Golden Nica otrzymała słoweńska Artystka Maja Smrekar. Artystka została nagrodzona za projekt K-9_topology, na który składają się łącznie cztery części: Oto pies, Poluję na przyrodę, a kultura poluje na mnie, Hybrydowa rodzina oraz  ARTE_mis. To w ramach tych projektów Maja Smrekar zaczęła stymulować swoje piersi, aby wytworzonym przez nie mlekiem karmić szczeniaka oraz udostępniła swoją komórkę jajową, by w laboratorium biotechnologicznym połączono materiały komórkowe dwóch gatunków mięsożernych, czyli człowieka i psa. Mnie projekt wydał się ciekawy z innego powodu, a mianowicie zainteresowała mnie reakcja polskiej opinii publicznej. Niemal jednogłośnie okrzyknięto Maję „wariatką”, a jej projekt „wynaturzeniem”. Myślę, że wynika to z tego, iż w podświadomości każdego człowieka wydaje się być  zaszczepiony lęk przed genetycznym łączeniem DNA ludzkiego ze zwierzęcym, jest on na tyle silny, że każde, nawet symboliczne (tak jak w projekcie Słowenki), zbliżenie się do tej granicy wywołuje silny i zdecydowany sprzeciw. Co jest jego przyczyną? Czy przekraczanie granic moralnych w imię postępu naukowego można usprawiedliwić? Czy ten nagrodzony projekt wyznacza nowy kierunek w koegzystencji ze zwierzętami , a „Hybrydowa rodzina” to nasza przyszłość?