Jak uwolnić moc kryształów i korzystać z ich energii

Brak pasji przypomina amnezję. Odbiera dziecięcą radość z wykonywanej pracy, motywację, konsekwencję w dążeniu do celu (jakiego celu?); sprawia, że czujemy się zagubieni, prześlizgując się jedynie pomiędzy wschodami, a zachodami Słońca niczym pozbawione radości roboty. Błogosławieni ci, którzy odkryli własne zamiłowania, ja na własne błogosławieństwo czekałam blisko 30 lat. Jestem bowiem przekonana o tym, że każdy z nas posiada pakiet talentów i umiejętności, a wiedzę o nim skrywa każda komórka naszego ciała, jego odkrycie to tylko kwestia czasu i wsłuchania się w siebie. Pierwsze promyki pasji zaczęły przebijać moją skorupę amnezji na targach minerałów: gdy weszłam po raz pierwszy do hali ze stoiskami pełnymi kamieni, poczułam się jak mała dziewczynka w lunaparku, która w ręku trzyma wejściówkę na wszystkie karuzele bez limitu. Potem przyszły do mnie filmy i książki Katarzyny Barczyńskiej ( http://swiatkrysztalow.com.pl/ksiazka/ ), dzięki którym w pełni odzyskałam wiedzę o tym, który z aspektów tego świata jest dla mnie źródłem szczerej radości i satysfakcji. Pewien zakres pradawnej wiedzy, który wciąż czeka na ponowne odkrycie, jest obecnie odrzucany przez racjonalne umysły, dlatego informacje z tego zakresu w dyskretny i delikatny sposób przemycają niektóre filmy i książki z gatunków fantastyczno-naukowych i fantasy. Jak chociażby o tym, że kryształy skrywają w sobie potężną moc, jednak tylko nieliczni potrafią ją dostrzec i z niej korzystać (Strażnicy Galaktyki, Avengers: Wojna bez granic). Uwielbiam te momenty, gdy dziewczynki przed snem zdejmują z parapetu porcelanowy talerz, na którym znajduje się moja kolekcja kryształów; układają je w różne wzory, obracają w swoich małych rączkach, uważnie im się przyglądają i proszą, bym dziś, zamiast czytania bajek, opowiadała o kryształach. Więc zaczynam: to są ametysty, a te, to kryształy górskie… nie, nie smakują jak sól, Ala, nie musisz ich lizać… , to czaroit z Syberii, przynosi spokojny sen…

A które są na nerwy? – zaskakuje mnie pytaniem Ala. Mam wrażenie, że znów oblałam test z opanowania przy dzieciach w sytuacjach kryzysowych.

Na nerwy akurat nie mamy – ucinam. – A to topaz żółty, pomaga w zdobywaniu pieniążków.

-A monet, czy papierówek?

Papierówek, mam nadzieję…

Droga Duszy – co trzeba wiedzieć o swojej życiowej misji

Tym razem, przed położeniem się w medytacji, poczułam niewielką obawę o to, czy znowu czegoś nie uszkodzę. Ostatnio wymieniałam wszystkie przepalone korki w domowej instalacji elektrycznej, innym razem przepalony wzmacniacz sygnału WiFi. To dość kłopotliwe, w dodatku nie wiedziałam, dlaczego tak się dzieje. Wtedy odezwała się Dusza:

-To proste, otworzyłaś portal. Możesz to zjawisko całkowicie kontrolować, a tym samym przestaniesz niszczyć elektronikę.

Portale to międzywymiarowe tunele, które tworzy zjonizowane pole energetyczne o dodatnim i ujemnym ładunku. Mogą tworzyć się naturalnie w niektórych miejscach na Ziemi, ale może je też tworzyć nasza skoncentrowana myśl, czy odpowiednie rytuały z użyciem kryształów. Energia portalu tworzona przez człowieka powstaje na skutek uwolnienia z systemu nerwowego światła ultrafioletowego, które może mieć wpływ na sprzęt elektroniczny czy przyciągać duchy.

-Pamiętaj, by po otworzeniu portalu uzupełnić utraconą energię oraz odprawić do Światła zagubione duchy, które mogą się pojawić.

Uspokoiło mnie to całkowicie, gdyż wewnętrznie czułam, że doskonale radzę sobie z energią portali – to tylko jedna z umiejętności, które muszę sobie przypomnieć w tym wcieleniu. Medytację postanowiłam poświęcić na zgłębianie zagadnienia, jakim jest nasza MISJA ŻYCIOWA. Ale od początku… Naszą istotę tworzą: Duch, Wyższe Ja i Dusza. Duch to wszystko czym jesteśmy, to jedno z naszych ciał – CIAŁO DUCHOWE (oprócz fizycznego, emocjonalnego, mentalnego, świetlistego, bolesnego, astralnego, fizjologicznego, eterycznego, z tego co wiem, mamy ich 9). Nie wszystkie są odzwierciedleniem ciała fizycznego, na przykład ciało świetliste przyjmuje kształt merkaby (tetraedru gwieździstego), która po aktywacji wiruje (w każdym razie tak ja to widzę). Wyższe Ja, zwane czasem Małą Duszą, jest jedną z części naszej ziemskiej świadomości, wraz z Ego i podświadomością. W praktyce kontakt z nią przypomina głos sumienia, przypomina świerszcza z bajki o Pinokiu Disneya. Mam z nią kontakt przez cały czas, to mój codzienny doradca. Dusza ma o wiele potężniejszą moc, czasem dysponuje nią w kilku ciałach jednocześnie, w różnych wymiarach, na różnych poziomach, wybierając do inkarnacji niekoniecznie ludzi, niekoniecznie na Ziemi. Funkcjonuje poza czasem i przestrzenią. Z nią kontaktuję się w głębokiej medytacji, zazwyczaj w stanie fal mózgowych Theta. Głosy Wyższego Ja i Duszy w praktyce są dla mnie jednym, bo i tak w ostateczności kontaktuję się ze Stwórcą. Domem Duszy jest wyższy poziom astralny, to tam znajdują się: nasza rodzina duchowa, rady dwunastu, aniołowie, wniebowstąpieni mistrzowie; to rozległa przestrzeń złożona z wielu stopni, w którym każdy ma kilkanaście poziomów. Dusze powstają jako kreacja niebiańskich rodziców, a pośrednio dzieło samego Stwórcy – Źródła – Inteligentnej Energii wypełniającej Wszechświaty, można powiedzieć, że nasze ciała to odzwierciedlania Mikro-Wszechświatów. Mistrzowie z wyższego wymiaru potrafią manipulować czasem i cząstkami subatomowymi. Gdy decydujemy się na ziemską inkarnację, schodzimy do „szkoły”, która mieści się w niższym wymiarze astralnym. O tym jak on wygląda pisałam w innym artykule ( http://rezolucjaduszy.pl/2016/12/31/smierc-i-co-dalej-poradnik-na-wszelki-wypadek/ ). Przed inkarnacją poznajemy ziemski świat minerałów, roślin, zwierząt, by w ostateczności wcielić się w ludzkie ciało. Do niższego świata astralnego wracamy po odprowadzeniu-śmierci, by podjąć decyzję: o wzniesieniu się wyżej; doszkalaniu w „miejscowych szkołach” ; ponownej inkarnacji na Ziemi, by przepracować dalsze lekcje i, by zrealizować życiowe misje

Tajemna wiedza ujawniona cz.2 (doświadczanie jedności, uzdrawiające bryły Platona)

Zrozumienie natury otaczającej nas rzeczywistości, zasad i praw tego świata, to jedno z podstawowych zagadnień, które zgłębiane jest przez różne dziedziny nauk oficjalnych i tych, uważanych za alternatywne. Najbliższa mojemu sercu jest mistyka, mówiąca o tym, że żyjemy w trójwymiarowej iluzji, na którą składają się: geometria, dźwięk, światło i ich manifestacja fizyczna, a wszystko to spaja i łączy energia wibracji, co ciekawe wizja uważana dotychczas za tajemną gałąź mistyki lub wymysł alchemików, magów czy starożytnych kapłanów, znajduje potwierdzenie w najnowszych osiągnięciach fizyki kwantowej. Jako wstęp może służyć tu film Kymatica (https://www.youtube.com/watch?v=9aqumuMFg-s). Jestem pewna, że wraz ze wzrostem świadomości ludzi oraz rozwoju technologicznego coraz więcej „rewelacji”, które wielu uznaje za fantazję, w przyszłości stanie się niezaprzeczalnymi faktami. Wystarczy prześledzić historię, dziś zamiast stosu Giordana Bruna stosuje się wyśmianie i łatkę wariata na zmianę z polityką strachu, którą potęgują teorie spiskowe. Zrozumienie natury rzeczywistości to podstawowe zabezpieczenie i obrona przed wszelkiego rodzaju wpływami i manipulacją. Dlatego dziś kolejny wpis poświęcony świętej geometrii, która przestała być już wiedzą elitarną, gdyż dostęp do niej może mieć każdy: poprzez zbiorową świadomość ludzi, z siatki Chrystusowej, czy siatki świadomości całej planety zwanej kronikami Akaszy; połączyć się z nimi można poprzez portal w małej komnacie naszego serca lub poprzez rozmowę z Duszą (Wyższym Ja) podczas medytacji.  Ale od początku… Niedawno ukazała się książka popularnonaukowa, stanowiąca pracę zbiorową kilku badaczy konstrukcji megalitycznych z Wielkiej Brytanii pt. Megalith: Studies in Stone. Przedstawia ona szokującą dla niektórych teorię mówiącą o tym, że twierdzenie Pitagorasa było znane już 2 tysiące lat przed jego narodzinami, przez twórców neolitycznego Stonehenge. Osobiście uważam, że niektóre prehistoryczne cywilizacje odznaczały się dużo wyższym poziomem wiedzy i technologii, niż obecnie uważają naukowcy, a święta geometria jest o wiele starsza, niż przypuszczamy. Jak to się stało, że wyprzedzała ona dalekomorskie podróże i przekazy ustne? Otóż nasi przodkowie posiadali jedną bardzo cenną umiejętność – potrafili medytować. 

Miejsce Mocy – Ślęża

Śląski Olimp, Magiczna Góra, Miejsce Mocy – to tylko niektóre określenia Ślęży, góry położonej niedaleko Wrocławia. Myślę, że prędzej czy później zaciekawi ona każdego, kto rozwija swoje potencjały; każdego, kto jest obdarzony wrażliwością, umiejętnością współodczuwania i doświadczania jedności ze wszystkim, co nas otacza. Badacze Ślęży odkryli, że już od VII w. p.n.e. była ona ośrodkiem praktyk religijnych, zwłaszcza kultu solarnego (co oczywiście nie jest przypadkiem, ale o tym później). W roku 1209 Henryk IV przyznał klasztorowi Augustianów prawo do posiadania połowy góry, a w 1494 wykupili oni całą Ślężę. W drugiej połowie XVI wieku na jej szczycie (w miejscu dawnego zamku), została wzniesiona drewniana kaplica, a później murowana świątynia pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. W 1834 roku kościół spłonął w wyniku uderzenia pioruna, został jednak odnowiony i 1 maja 2015 roku ponownie poświęcony. Każdemu, kto jest zainteresowany niezwykle ciekawą i tajemniczą historią góry i jej okolic polecam przewodnik (inny niż wszystkie) Joanny Lamparskiej Ślęża Dla Odkrywców. W tym wpisie nie będę powielać historycznych i naukowych informacji, z którymi możecie zapoznać się czytając liczne artykuły na temat góry, przedstawię Wam to, w jaki sposób ja ją czuję i rozumiem, jak doszło do naszego pierwszego spotkania i co od niej dostałam. 

Tajemna wiedza ujawniona (boska proporcja w starożytnej mistyce)

Źródło: Priya Hemenway Sekretny Kod, medytacja
Nie ma niczego przyjemnego z wyjątkiem tego, co pozostaje w harmonii z najgłębszymi zakątkami naszej boskiej natury.
Heinrich Suso (ok. 1295 – 1366), niemiecki mistyk

Czy można rutynę codzienności zamienić z ekscytującą przygodę? Marcel Proust mawiał, że prawdziwie odkrywcza podróż nie polega na odkrywaniu nowych lądów, lecz patrzeniu nowymi oczyma, moim zdaniem dotyczy to również tej najważniejszej z wypraw – naszego życia. Czy można odkryć je na nowo, czy nie jest na to za późno? Moment jest zawsze odpowiedni, gdyż klucz do nowego sposobu widzenia kryje się w rzeczywistości, gdzie czas nie istnieje, nie istnieje podział na złych i dobrych, ważniejszych i mniej ważnych, w tej rzeczywistości walutą jest jedynie miłość, miłość rozumiana jako energia. Prowadzi do niej wiele dróg, dziś z Duszą poprowadzimy Cię do niej przez kontemplację matematycznych zagadnień. Przyznam się, że jako humanistka, mam naturalny opór przed zgłębianiem cyfr i skomplikowanych wzorów, jednak święta geometria, numerologia czy astrologia to zupełnie coś innego… Usłyszałam od Duszy, że pewne figury, symbole, kształty to klucz do ukrytej pamięci i wiedzy, do naszego boskiego dziedzictwa… Tajemna wiedza o otaczającej nas rzeczywistości, pochodzeniu ludzi i celu ich istnienia, budowie Wszechświata oraz panujących w nim reguł i zależności  została zakodowana w pradawnych, symbolicznych przekazach. Wiedzieli o tym pierwsi wielcy matematycy, którzy byli w głównej mierze filozofami i mistykami, a ich matematyczne twierdzenia powstawały w wyniku rozważań nad Źródłem Życia, twierdzili oni, że na najgłębszym poziomie rzeczywistość ma matematyczną naturę.  Źródłem tym była dla nich szeroko rozumiana Harmonia, to z niej powstało życie i ona stanowi również jego ostateczny cel.  Ziemskim obrazem Harmonii jest złoty podział (łac. sectio aurea), podział harmoniczny, złota proporcja, boska proporcja (łac. divina proportio). Dziś przedstawię podstawy wiedzy o świętej geometrii, która opiera się właśnie na boskiej proporcji, i którą z czasem będę pogłębiać w kolejnych wpisach.

Co przeszkadza w całkowitym uzdrowieniu? (4 typy blokad)

Czym charakteryzuje się wiarygodny w moich oczach uzdrowiciel (obojętnie czy jest to lekarz medycyny, szaman, terapeuta metod alternatywnych, zielarz, psycholog, masażysta lub jasnowidz)? Doświadczeniem. Zanim skorzystamy z pomocy i rad dotyczących dbania o zdrowie, warto sprawdzić, jak wielu ludziom dany specjalista pomógł osobiście, warto z takimi osobami porozmawiać. Dobrze jest też dowiedzieć się czegoś o kondycji zdrowotnej samego uzdrowiciela, bo czy można powierzyć swoje życie osobie, która nie potrafi sobie pomóc? Wybór uzdrowiciela to indywidualny, osobisty proces, każdy z nas ma bowiem zaszczepione inne przekonania i programy. Vianna Stibal, uzdrowicielka, której metodę bardzo sobie cenię, opowiadała, iż do niektórych osób trudno było jej dotrzeć, ze względu na jej lekką nadwagę. Miały one bowiem przekonanie, iż nauczyciel duchowy musi być osobą szczupłą. Zatem jeśli jakaś cecha lub słowa danego uzdrowiciela sprawiają, iż traci on w naszym odczuciu stuprocentową wiarygodność, warto rozważyć sens współpracy. Uzdrowiciel jest niczym świadek na ceremonii zaślubin (tylko zamiast ślubu ogląda nasz powrót do zdrowia), powinna być to osoba o czystych intencjach i godna zaufania.  A jaka metoda leczenia jest najlepsza? Kompleksowa. Całkowite uzdrowienie dokonuje się na czterech poziomach, to uzdrowienie naszego ciała: mentalnego, emocjonalnego, fizycznego i duchowego. Aby wyzdrowieć, należy zmienić te struktury myślowe, które są za chorobę odpowiedzialne. Ciekawe jest to, że nie muszą one należeć do nas, bywa że przejmujemy przekonania rodziny, otoczenia, a nawet lekarza, który nas prowadzi. Na poziomie emocjonalnym będzie to praca z negatywnymi emocjami: apatią, depresją, złością, lękiem oraz  transformacja ich w radość i akceptację. Dochodzi to tego tradycyjna medycyna, masaże, dieta – wszystko to, co dotyczy naszej fizyczności. Nie można zapomnieć również o duszy, tu ukojenie przynoszą: medytacja, terapia kolorami, dźwiękiem i najważniejsze – kontakt z NATURĄ. Uważam, że działanie na tych czterech płaszczyznach jednocześnie daje najszybsze i najbardziej spektakularne efekty. Mimo to, są ludzie, którzy mimo wszelkich starań, latami toczą walkę z chorobą, są też tacy, którym sprawdzone przez innych terapie – szkodzą. Dlaczego tak jest? Kluczową rolę w tym względzie odgrywają blokady w naszym umyśle, w naszej świadomości. I gdy choroba nie daje za wygraną lub ciągle powraca – to sygnał, by przyjrzeć się im z bliska.

Dzieląc się światłem – Nowohucki Festiwal Alternatywny (26-27.05.2018)

Od pewnego czasu wiele mówi się o zagrożeniach płynących ze strony współczesnej cywilizacji, o szkodliwości powietrza, niezdrowym jedzeniu, trujących kosmetykach, ba, nawet woda, której używamy w kuchni oraz do codziennej higieny okazuje się być niebezpieczna. Ostrzeganie jest dobre, o ile w równej mierze informuje się o tym, jak uniknąć niebezpieczeństwa. Niektórzy ukazują nam jednak świat, w którym zewsząd otacza nas spisek i wrogi system, a ludzie są jedynie bezbronnymi ofiarami. Nie jest to według mnie zdrowe podejście, pozbawia ono człowieka podstawowej prawdy o tym, że każdy jest twórcą SWOJEJ indywidualnej przestrzeni i to on sam ustala, które energie zatrzyma, a które zostaną przetransformowane i odesłane. Dano nam wiedzę o programowaniu przestrzeni poprzez  kryształy; rośliny; zapomnianą nieco, ale potężną energię symboli; ale przede wszystkim poprzez nasze myśli, które dosłownie stwarzają rzeczywistość. Tajemna niegdyś wiedza, stała się dostępna dla każdego, kto pragnie ją zgłębiać, a można to robić na wiele sposobów. Pomocne w wyborze ścieżki okazują się festiwale tematyczne, jak na przykład organizowany niedawno w Krakowie Festiwal Alternatywny, gdzie można było poszerzyć wiedzę z zakresu  dbania o zdrowie, psychologii, duchowości, obecnej sytuacji na świecie czy historii cywilizacji. Pierwszego dnia wybrałam wykład: Tajemnice obfitości oraz warsztaty na temat programowania osobistej matrycy energetycznej prowadzone przez Paulinę Lech (Moskalik). 

Tajemniczy lotos z wawelskiego wzgórza

Lotos to nie tylko przepiękny kwiat, w hinduizmie i buddyzmie to święta roślina, czczona również w starożytnym Egipcie. Jest symbolem trójjedni życia, jako łącznik między duchem i materią. Lotosami również określa się czakramy, czyli wirujące skupiska subtelnej energii. Znajdują się one w naszych ciałach oraz na powierzchni kuli ziemskiej. Najczęściej układają się w 7-częściowe sekwencje, gdzie każdemu z czakramów podporządkowana jest określona kolorystyka oraz właściwości energetyczne. Do najczęściej wymienianych głównych czakramów Ziemi należą: czakra podstawy – Uluru (Australia); sakralna – Jezioro Titicaca (Peru); czakra splotu słonecznego – góra Fuji  (Japonia); serca – Maui (Hawaje); gardła – Glastonbury (Anglia);  trzeciego oka- Góra Kajlas (Tybet);  korony – Mount Shasta (Kalifornia). Przebywając w obrębie czakramu można połączyć się głęboko z duchowym aspektem siebie oraz naszej planety, odnowić  siły witalne. Medytując na terenie czakramu dotykamy  tajemnicy, która łączy to co boskie, z tym co ludzkie. W takich miejscach nasze myśli nabierają siły sprawczej, wzrasta siła kreacji, być może dlatego w ich obrębie tworzą się miejsca kultu, budowane są świątynie, by nasze spełniające się modlitwy i mistyczne przeżycia utwierdzały nas w wierze.  A może przeświadczenie o mocy czakramów to jedynie kolejny program zbiorowej świadomości, może to jeszcze jeden element iluzji? Cóż, najlepiej medytować na dany temat u źródła. Dziś garść osobistych refleksji dotyczących Czakramu Wawelskiego.

Czym jest życie wieczne? Jak pogodzić teorię wielu wcieleń z Chrystusową koncepcją życia wiecznego

Być może Cię zaskoczę, ale w tym artykule na temat reinkarnacji, nie zamierzam udowadniać jej istnienia, ani przekonywać o prawdziwości tej teorii. Jeśli  nie uznajesz współczesnych dowodów w postaci zeznań o innych wcieleniach ludzi poddanych hipnozie czy tych, którzy głęboko medytują; jeśli uważasz osoby, które twierdzą, że mogą zobaczyć wędrówkę Twojej Duszy za oszustów; a za fantazję liczne przypadki dzieci, które opowiadają, że były kimś innym, które potrafią wskazać dawny dom, opowiedzieć o najdrobniejszych jego szczegółach, a nawet ukrytych schowkach, które potrafią określić okoliczności własnej śmierci, a nawet wskazać zabójcę (jeśli taki istniał)  – to ja nie zmienię Twoich przekonań, co nie oznacza, że ten artykuł nie będzie dla Ciebie interesujący. Jestem bowiem przekonana, że wszelkie nauki (w swej czystej postaci) głoszone przez mistrzów, na podstawie których ludzie założyli największe religie, mówią o JEDNEJ PRAWDZIE. Jednak ich interpretacje, modyfikacje i współczesne nadbudowy zostały wykorzystane, by wywoływać konflikty natury religijnej. A te z kolei służą interesom prywatnych jednostek. Mam nadzieję, że tak jak ja, nie zamierzasz ich zasilać oraz żyć pod dyktando cudzych projekcji, w tym celu warto badać i poznawać  różne sposoby widzenia świata, by poszerzać własną percepcję i budować rozbudowany obraz rzeczywistości.  Ponieważ urodziłam się i wychowałam w środowisku, w którym reinkarnacja nie należy do popularnych teorii, ucieszyła mnie możliwość wysłuchania wykładu, który 4 marca w Auditorium Maximum UJ miał wygłosić światowej sławy autorytet w tej dziedzinie – Balakhilya dashttps://www.mantra.pl/wiedza/reinkarnacja/transmigracja-duszy-wyklad-balakhilya-das ). Nauczyciel jogi i medytacji poruszył bardzo ważną kwestię związaną z reinkarnacją, otóż uświadomił mi, że większość ludzi nadal kojarzy ją jedynie z wędrówką jaźni, podczas gdy głównym jej aspektem jest koło reinkarnacji oraz umiejętność jego przerwania. Koło reinkarnacji to rodzaj więzienia dla naszej jaźni (Duszy), poruszamy się w nim za sprawą trzech głównych czynników: materialnych pragnień, materialnych przywiązań i karmy.

Wybaczenie – kwestia woli, czy konieczność? O wybaczaniu w nowej rzeczywistości

Jest kilka programów telewizyjnych, które moim zdaniem warto obejrzeć. Jednym z nich jest seria reportaży Przemka Kossakowskiego: Kossakowski. Szósty zmysł, czy najnowsze odcinki z serii Kossakowski. Wtajemniczenie, w których wraz z Przemkiem poznajemy okruchy rzeczywistości uzdrowicieli, jasnowidzów i szamanów pochodzących z różnych zakątków świata. Mimo, iż większość z nich wzbudza moje rozbawienie, to bywają odcinki, w których dzieją się rzeczy wykraczające poza zwykłą świadomość. Takim jest z pewnością ten kręcony w Timbiquí w Kolumbii, gdzie Przemek uzdrawiał swoją Duszę w rytuale polegającym między innymi na czterodniowym odosobnieniu w dżungli, zmierzył się wtedy ze swoimi lękami, a jego płacz po powrocie wyraził to, czego nie oddałyby żadne słowa wypowiedziane do kamery. Czas spędzony na poście, odosobnieniu, wyrzeczeniach to ważny element wielu religii czy kultur, bowiem tylko kontemplacja własnego wnętrza, poznanie i rozmowa z Wyższym Ja, prowadzi do procesu uwolnienia umysłu i ciała fizycznego oraz zjednoczenia wszystkich części naszej świadomości, jest to proces niezbędny dla zachowania równowagi i zdrowia. Ale nie są do tego potrzebne rytuały w egzotycznych krajach (choć na pewno wzbogacają doświadczenie), wystarczy medytacja, zwana czasem modlitwą (mimo, że dociekliwy teoretyk zwróciłby pewnie uwagę, iż nie są to tożsame pojęcia). Tylko w ciszy, skupieniu, koncentrując świadomość na własnym wnętrzu, można dokonać niezwykle ważnego czynu, jakim jest wybaczenie. Prawdziwe i szczere wybaczenie jest jedną z podstawowych i najczęściej spotykanych lekcji w naszej rzeczywistości, mimo to nadal niewielu z nas ją rozumie. Uświadomiła mi to przebyta niedawno rozmowa z pewną rozwódką. Otóż kilkadziesiąt lat temu, gdy była młodą mamą dwójki dzieci, została porzucona przez własnego męża, który zostawił ją i dzieci dla innej kobiety. Po usilnych staraniach wymusił na niej zgodę na rozwód, by powtórnie się ożenić. Obydwoje wyznają religię katolicką, więc to doświadczenie wiązało się z wykluczeniem jego oraz jego nowej partnerki z pełnego udziału we Mszy Św., a dla niej oznaczało kilkadziesiąt lat w samotności, gdyż o unieważnieniu małżeństwa nie było mowy. Nasza rozmowa w pewnym momencie dotknęła tematu rzekomych reform, które miałyby umożliwić osobom rozwiedzionym, a które trwają w nowych związkach, przystępowanie do Sakramentu Komunii Świętej, co uważam za rozwiązanie problemu setek tysięcy katolików na całym świecie. Ona jednak wyraziła całkowitą dezaprobatę tego pomysłu, argumentując swoją postawę słowami: musi być jakaś kara za to, co zrobił. No tak, on przecież prowadzi dostatnie życie w zdrowiu i szczęściu, ma kochającą partnerkę, zdrowe dzieci i wnuki, a przecież kiedyś zostawił rodzinę, w jej świadomości musi być ukarany, a jeśli ona, Kościół czy państwo nie są w stanie tego zrobić, to wyręczy ich sam Bóg. Pomyślałam sobie wtedy jedynie: tyle lat, a ona nadal mu nie wybaczyła, mimo, że powtarza słowo „wybaczam” codziennie w swoich modlitwach. Idea, w której za błędy, które popełniamy w skończonej rzeczywistości  (często, gdy nie jesteśmy w pełni świadomi konsekwencji własnych działań, dodatkowo bez możliwości powtarzania lekcji), grożą nam kary w wymiarze wiecznym, jest dla mnie logiczną niespójnością. Dziś jednak o sztuce wybaczania. Myślę, że to dobry temat na wpis i dyskusję, gdyż współcześnie wybaczenie nadal bywa utożsamiane jedynie z zapomnieniem, podczas, gdy jest to uwolnienie drugiej osoby od  swoich projekcji (najczęściej zawiści, żalu, urazy), co oczywiście nie oznacza zwolnienia z kary w wymiarze ziemskim, jeśli takiej dany czyn podlega.  A nadzieja kobiety z przytoczonej wyżej rozmowy na karę dla byłego męża ze strony Boga, świadczy dla mnie o chowanej w głębi serca urazie i żalu. Myślę, że z ziemskiej perspektywy nie jesteśmy w stanie pojąć sposobu widzenia Stwórcy, bywa że najgorsi oprawcy po drugiej stronie okazują się nauczycielami. Czy dla tamtego mężczyzny byłoby lepiej latami trwać w nieszczęśliwym małżeństwie, tego nie wiem, ale uważam, że każdy zasługuje na szczęście, a droga do jego osiągnięcia nie zawsze jest prosta. Kto wie, może gdyby tamta kobieta miała możliwość odnalezienia miłości ponownie, łatwiej byłoby jej się uwolnić od żalu do męża i poczucia bycia ofiarą. Czasem zastanawiam się, dlaczego Kościół wymaga podejmowania jedynej słusznej decyzji na całe życie, no cóż, być może i w tej kwestii kiedyś przyjdzie do mnie zrozumienie. Chowane w podświadomości urazy i żale, poczucie niesprawiedliwości życia, często manifestują się (nawet dopiero po wielu latach) w postaci wszelkich chorób, bólów;  blokują przed kreowaniem rzeczywistości, sprawiają, że ciągle wracamy do tego samego punktu, poruszając się w błędnym kole ofiary. Jak zatem wybaczać, by z niego wyjść?