Miejsce Mocy – Ślęża

Śląski Olimp, Magiczna Góra, Miejsce Mocy – to tylko niektóre określenia Ślęży, góry położonej niedaleko Wrocławia. Myślę, że prędzej czy później zaciekawi ona każdego, kto rozwija swoje potencjały; każdego, kto jest obdarzony wrażliwością, umiejętnością współodczuwania i doświadczania jedności ze wszystkim, co nas otacza. Badacze Ślęży odkryli, że już od VII w. p.n.e. była ona ośrodkiem praktyk religijnych, zwłaszcza kultu solarnego (co oczywiście nie jest przypadkiem, ale o tym później). W roku 1209 Henryk IV przyznał klasztorowi Augustianów prawo do posiadania połowy góry, a w 1494 wykupili oni całą Ślężę. W drugiej połowie XVI wieku na jej szczycie (w miejscu dawnego zamku), została wzniesiona drewniana kaplica, a później murowana świątynia pod wezwaniem Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny. W 1834 roku kościół spłonął w wyniku uderzenia pioruna, został jednak odnowiony i 1 maja 2015 roku ponownie poświęcony. Każdemu, kto jest zainteresowany niezwykle ciekawą i tajemniczą historią góry i jej okolic polecam przewodnik (inny niż wszystkie) Joanny Lamparskiej Ślęża Dla Odkrywców. W tym wpisie nie będę powielać historycznych i naukowych informacji, z którymi możecie zapoznać się czytając liczne artykuły na temat góry, przedstawię Wam to, w jaki sposób ja ją czuję i rozumiem, jak doszło do naszego pierwszego spotkania i co od niej dostałam. 

Tajemna wiedza ujawniona (boska proporcja w starożytnej mistyce)

Źródło: Priya Hemenway Sekretny Kod, medytacja
Nie ma niczego przyjemnego z wyjątkiem tego, co pozostaje w harmonii z najgłębszymi zakątkami naszej boskiej natury.
Heinrich Suso (ok. 1295 – 1366), niemiecki mistyk

Czy można rutynę codzienności zamienić z ekscytującą przygodę? Marcel Proust mawiał, że prawdziwie odkrywcza podróż nie polega na odkrywaniu nowych lądów, lecz patrzeniu nowymi oczyma, moim zdaniem dotyczy to również tej najważniejszej z wypraw – naszego życia. Czy można odkryć je na nowo, czy nie jest na to za późno? Moment jest zawsze odpowiedni, gdyż klucz do nowego sposobu widzenia kryje się w rzeczywistości, gdzie czas nie istnieje, nie istnieje podział na złych i dobrych, ważniejszych i mniej ważnych, w tej rzeczywistości walutą jest jedynie miłość, miłość rozumiana jako energia. Prowadzi do niej wiele dróg, dziś z Duszą poprowadzimy Cię do niej przez kontemplację matematycznych zagadnień. Przyznam się, że jako humanistka, mam naturalny opór przed zgłębianiem cyfr i skomplikowanych wzorów, jednak święta geometria, numerologia czy astrologia to zupełnie coś innego… Usłyszałam od Duszy, że pewne figury, symbole, kształty to klucz do ukrytej pamięci i wiedzy, do naszego boskiego dziedzictwa… Tajemna wiedza o otaczającej nas rzeczywistości, pochodzeniu ludzi i celu ich istnienia, budowie Wszechświata oraz panujących w nim reguł i zależności  została zakodowana w pradawnych, symbolicznych przekazach. Wiedzieli o tym pierwsi wielcy matematycy, którzy byli w głównej mierze filozofami i mistykami, a ich matematyczne twierdzenia powstawały w wyniku rozważań nad Źródłem Życia, twierdzili oni, że na najgłębszym poziomie rzeczywistość ma matematyczną naturę.  Źródłem tym była dla nich szeroko rozumiana Harmonia, to z niej powstało życie i ona stanowi również jego ostateczny cel.  Ziemskim obrazem Harmonii jest złoty podział (łac. sectio aurea), podział harmoniczny, złota proporcja, boska proporcja (łac. divina proportio). Dziś przedstawię podstawy wiedzy o świętej geometrii, która opiera się właśnie na boskiej proporcji, i którą z czasem będę pogłębiać w kolejnych wpisach.

Co przeszkadza w całkowitym uzdrowieniu? (4 typy blokad)

Czym charakteryzuje się wiarygodny w moich oczach uzdrowiciel (obojętnie czy jest to lekarz medycyny, szaman, terapeuta metod alternatywnych, zielarz, psycholog, masażysta lub jasnowidz)? Doświadczeniem. Zanim skorzystamy z pomocy i rad dotyczących dbania o zdrowie, warto sprawdzić, jak wielu ludziom dany specjalista pomógł osobiście, warto z takimi osobami porozmawiać. Dobrze jest też dowiedzieć się czegoś o kondycji zdrowotnej samego uzdrowiciela, bo czy można powierzyć swoje życie osobie, która nie potrafi sobie pomóc? Wybór uzdrowiciela to indywidualny, osobisty proces, każdy z nas ma bowiem zaszczepione inne przekonania i programy. Vianna Stibal, uzdrowicielka, której metodę bardzo sobie cenię, opowiadała, iż do niektórych osób trudno było jej dotrzeć, ze względu na jej lekką nadwagę. Miały one bowiem przekonanie, iż nauczyciel duchowy musi być osobą szczupłą. Zatem jeśli jakaś cecha lub słowa danego uzdrowiciela sprawiają, iż traci on w naszym odczuciu stuprocentową wiarygodność, warto rozważyć sens współpracy. Uzdrowiciel jest niczym świadek na ceremonii zaślubin (tylko zamiast ślubu ogląda nasz powrót do zdrowia), powinna być to osoba o czystych intencjach i godna zaufania.  A jaka metoda leczenia jest najlepsza? Kompleksowa. Całkowite uzdrowienie dokonuje się na czterech poziomach, to uzdrowienie naszego ciała: mentalnego, emocjonalnego, fizycznego i duchowego. Aby wyzdrowieć, należy zmienić te struktury myślowe, które są za chorobę odpowiedzialne. Ciekawe jest to, że nie muszą one należeć do nas, bywa że przejmujemy przekonania rodziny, otoczenia, a nawet lekarza, który nas prowadzi. Na poziomie emocjonalnym będzie to praca z negatywnymi emocjami: apatią, depresją, złością, lękiem oraz  transformacja ich w radość i akceptację. Dochodzi to tego tradycyjna medycyna, masaże, dieta – wszystko to, co dotyczy naszej fizyczności. Nie można zapomnieć również o duszy, tu ukojenie przynoszą: medytacja, terapia kolorami, dźwiękiem i najważniejsze – kontakt z NATURĄ. Uważam, że działanie na tych czterech płaszczyznach jednocześnie daje najszybsze i najbardziej spektakularne efekty. Mimo to, są ludzie, którzy mimo wszelkich starań, latami toczą walkę z chorobą, są też tacy, którym sprawdzone przez innych terapie – szkodzą. Dlaczego tak jest? Kluczową rolę w tym względzie odgrywają blokady w naszym umyśle, w naszej świadomości. I gdy choroba nie daje za wygraną lub ciągle powraca – to sygnał, by przyjrzeć się im z bliska.

Dzieląc się światłem – Nowohucki Festiwal Alternatywny (26-27.05.2018)

Od pewnego czasu wiele mówi się o zagrożeniach płynących ze strony współczesnej cywilizacji, o szkodliwości powietrza, niezdrowym jedzeniu, trujących kosmetykach, ba, nawet woda, której używamy w kuchni oraz do codziennej higieny okazuje się być niebezpieczna. Ostrzeganie jest dobre, o ile w równej mierze informuje się o tym, jak uniknąć niebezpieczeństwa. Niektórzy ukazują nam jednak świat, w którym zewsząd otacza nas spisek i wrogi system, a ludzie są jedynie bezbronnymi ofiarami. Nie jest to według mnie zdrowe podejście, pozbawia ono człowieka podstawowej prawdy o tym, że każdy jest twórcą SWOJEJ indywidualnej przestrzeni i to on sam ustala, które energie zatrzyma, a które zostaną przetransformowane i odesłane. Dano nam wiedzę o programowaniu przestrzeni poprzez  kryształy; rośliny; zapomnianą nieco, ale potężną energię symboli; ale przede wszystkim poprzez nasze myśli, które dosłownie stwarzają rzeczywistość. Tajemna niegdyś wiedza, stała się dostępna dla każdego, kto pragnie ją zgłębiać, a można to robić na wiele sposobów. Pomocne w wyborze ścieżki okazują się festiwale tematyczne, jak na przykład organizowany niedawno w Krakowie Festiwal Alternatywny, gdzie można było poszerzyć wiedzę z zakresu  dbania o zdrowie, psychologii, duchowości, obecnej sytuacji na świecie czy historii cywilizacji. Pierwszego dnia wybrałam wykład: Tajemnice obfitości oraz warsztaty na temat programowania osobistej matrycy energetycznej prowadzone przez Paulinę Lech (Moskalik). 

Tajemniczy lotos z wawelskiego wzgórza

Lotos to nie tylko przepiękny kwiat, w hinduizmie i buddyzmie to święta roślina, czczona również w starożytnym Egipcie. Jest symbolem trójjedni życia, jako łącznik między duchem i materią. Lotosami również określa się czakramy, czyli wirujące skupiska subtelnej energii. Znajdują się one w naszych ciałach oraz na powierzchni kuli ziemskiej. Najczęściej układają się w 7-częściowe sekwencje, gdzie każdemu z czakramów podporządkowana jest określona kolorystyka oraz właściwości energetyczne. Do najczęściej wymienianych głównych czakramów Ziemi należą: czakra podstawy – Uluru (Australia); sakralna – Jezioro Titicaca (Peru); czakra splotu słonecznego – góra Fuji  (Japonia); serca – Maui (Hawaje); gardła – Glastonbury (Anglia);  trzeciego oka- Góra Kajlas (Tybet);  korony – Mount Shasta (Kalifornia). Przebywając w obrębie czakramu można połączyć się głęboko z duchowym aspektem siebie oraz naszej planety, odnowić  siły witalne. Medytując na terenie czakramu dotykamy  tajemnicy, która łączy to co boskie, z tym co ludzkie. W takich miejscach nasze myśli nabierają siły sprawczej, wzrasta siła kreacji, być może dlatego w ich obrębie tworzą się miejsca kultu, budowane są świątynie, by nasze spełniające się modlitwy i mistyczne przeżycia utwierdzały nas w wierze.  A może przeświadczenie o mocy czakramów to jedynie kolejny program zbiorowej świadomości, może to jeszcze jeden element iluzji? Cóż, najlepiej medytować na dany temat u źródła. Dziś garść osobistych refleksji dotyczących Czakramu Wawelskiego.

Czym jest życie wieczne? Jak pogodzić teorię wielu wcieleń z Chrystusową koncepcją życia wiecznego

Być może Cię zaskoczę, ale w tym artykule na temat reinkarnacji, nie zamierzam udowadniać jej istnienia, ani przekonywać o prawdziwości tej teorii. Jeśli  nie uznajesz współczesnych dowodów w postaci zeznań o innych wcieleniach ludzi poddanych hipnozie czy tych, którzy głęboko medytują; jeśli uważasz osoby, które twierdzą, że mogą zobaczyć wędrówkę Twojej Duszy za oszustów; a za fantazję liczne przypadki dzieci, które opowiadają, że były kimś innym, które potrafią wskazać dawny dom, opowiedzieć o najdrobniejszych jego szczegółach, a nawet ukrytych schowkach, które potrafią określić okoliczności własnej śmierci, a nawet wskazać zabójcę (jeśli taki istniał)  – to ja nie zmienię Twoich przekonań, co nie oznacza, że ten artykuł nie będzie dla Ciebie interesujący. Jestem bowiem przekonana, że wszelkie nauki (w swej czystej postaci) głoszone przez mistrzów, na podstawie których ludzie założyli największe religie, mówią o JEDNEJ PRAWDZIE. Jednak ich interpretacje, modyfikacje i współczesne nadbudowy zostały wykorzystane, by wywoływać konflikty natury religijnej. A te z kolei służą interesom prywatnych jednostek. Mam nadzieję, że tak jak ja, nie zamierzasz ich zasilać oraz żyć pod dyktando cudzych projekcji, w tym celu warto badać i poznawać  różne sposoby widzenia świata, by poszerzać własną percepcję i budować rozbudowany obraz rzeczywistości.  Ponieważ urodziłam się i wychowałam w środowisku, w którym reinkarnacja nie należy do popularnych teorii, ucieszyła mnie możliwość wysłuchania wykładu, który 4 marca w Auditorium Maximum UJ miał wygłosić światowej sławy autorytet w tej dziedzinie – Balakhilya dashttps://www.mantra.pl/wiedza/reinkarnacja/transmigracja-duszy-wyklad-balakhilya-das ). Nauczyciel jogi i medytacji poruszył bardzo ważną kwestię związaną z reinkarnacją, otóż uświadomił mi, że większość ludzi nadal kojarzy ją jedynie z wędrówką jaźni, podczas gdy głównym jej aspektem jest koło reinkarnacji oraz umiejętność jego przerwania. Koło reinkarnacji to rodzaj więzienia dla naszej jaźni (Duszy), poruszamy się w nim za sprawą trzech głównych czynników: materialnych pragnień, materialnych przywiązań i karmy.

Wybaczenie – kwestia woli, czy konieczność? O wybaczaniu w nowej rzeczywistości

Jest kilka programów telewizyjnych, które moim zdaniem warto obejrzeć. Jednym z nich jest seria reportaży Przemka Kossakowskiego: Kossakowski. Szósty zmysł, czy najnowsze odcinki z serii Kossakowski. Wtajemniczenie, w których wraz z Przemkiem poznajemy okruchy rzeczywistości uzdrowicieli, jasnowidzów i szamanów pochodzących z różnych zakątków świata. Mimo, iż większość z nich wzbudza moje rozbawienie, to bywają odcinki, w których dzieją się rzeczy wykraczające poza zwykłą świadomość. Takim jest z pewnością ten kręcony w Timbiquí w Kolumbii, gdzie Przemek uzdrawiał swoją Duszę w rytuale polegającym między innymi na czterodniowym odosobnieniu w dżungli, zmierzył się wtedy ze swoimi lękami, a jego płacz po powrocie wyraził to, czego nie oddałyby żadne słowa wypowiedziane do kamery. Czas spędzony na poście, odosobnieniu, wyrzeczeniach to ważny element wielu religii czy kultur, bowiem tylko kontemplacja własnego wnętrza, poznanie i rozmowa z Wyższym Ja, prowadzi do procesu uwolnienia umysłu i ciała fizycznego oraz zjednoczenia wszystkich części naszej świadomości, jest to proces niezbędny dla zachowania równowagi i zdrowia. Ale nie są do tego potrzebne rytuały w egzotycznych krajach (choć na pewno wzbogacają doświadczenie), wystarczy medytacja, zwana czasem modlitwą (mimo, że dociekliwy teoretyk zwróciłby pewnie uwagę, iż nie są to tożsame pojęcia). Tylko w ciszy, skupieniu, koncentrując świadomość na własnym wnętrzu, można dokonać niezwykle ważnego czynu, jakim jest wybaczenie. Prawdziwe i szczere wybaczenie jest jedną z podstawowych i najczęściej spotykanych lekcji w naszej rzeczywistości, mimo to nadal niewielu z nas ją rozumie. Uświadomiła mi to przebyta niedawno rozmowa z pewną rozwódką. Otóż kilkadziesiąt lat temu, gdy była młodą mamą dwójki dzieci, została porzucona przez własnego męża, który zostawił ją i dzieci dla innej kobiety. Po usilnych staraniach wymusił na niej zgodę na rozwód, by powtórnie się ożenić. Obydwoje wyznają religię katolicką, więc to doświadczenie wiązało się z wykluczeniem jego oraz jego nowej partnerki z pełnego udziału we Mszy Św., a dla niej oznaczało kilkadziesiąt lat w samotności, gdyż o unieważnieniu małżeństwa nie było mowy. Nasza rozmowa w pewnym momencie dotknęła tematu rzekomych reform, które miałyby umożliwić osobom rozwiedzionym, a które trwają w nowych związkach, przystępowanie do Sakramentu Komunii Świętej, co uważam za rozwiązanie problemu setek tysięcy katolików na całym świecie. Ona jednak wyraziła całkowitą dezaprobatę tego pomysłu, argumentując swoją postawę słowami: musi być jakaś kara za to, co zrobił. No tak, on przecież prowadzi dostatnie życie w zdrowiu i szczęściu, ma kochającą partnerkę, zdrowe dzieci i wnuki, a przecież kiedyś zostawił rodzinę, w jej świadomości musi być ukarany, a jeśli ona, Kościół czy państwo nie są w stanie tego zrobić, to wyręczy ich sam Bóg. Pomyślałam sobie wtedy jedynie: tyle lat, a ona nadal mu nie wybaczyła, mimo, że powtarza słowo „wybaczam” codziennie w swoich modlitwach. Idea, w której za błędy, które popełniamy w skończonej rzeczywistości  (często, gdy nie jesteśmy w pełni świadomi konsekwencji własnych działań, dodatkowo bez możliwości powtarzania lekcji), grożą nam kary w wymiarze wiecznym, jest dla mnie logiczną niespójnością. Dziś jednak o sztuce wybaczania. Myślę, że to dobry temat na wpis i dyskusję, gdyż współcześnie wybaczenie nadal bywa utożsamiane jedynie z zapomnieniem, podczas, gdy jest to uwolnienie drugiej osoby od  swoich projekcji (najczęściej zawiści, żalu, urazy), co oczywiście nie oznacza zwolnienia z kary w wymiarze ziemskim, jeśli takiej dany czyn podlega.  A nadzieja kobiety z przytoczonej wyżej rozmowy na karę dla byłego męża ze strony Boga, świadczy dla mnie o chowanej w głębi serca urazie i żalu. Myślę, że z ziemskiej perspektywy nie jesteśmy w stanie pojąć sposobu widzenia Stwórcy, bywa że najgorsi oprawcy po drugiej stronie okazują się nauczycielami. Czy dla tamtego mężczyzny byłoby lepiej latami trwać w nieszczęśliwym małżeństwie, tego nie wiem, ale uważam, że każdy zasługuje na szczęście, a droga do jego osiągnięcia nie zawsze jest prosta. Kto wie, może gdyby tamta kobieta miała możliwość odnalezienia miłości ponownie, łatwiej byłoby jej się uwolnić od żalu do męża i poczucia bycia ofiarą. Czasem zastanawiam się, dlaczego Kościół wymaga podejmowania jedynej słusznej decyzji na całe życie, no cóż, być może i w tej kwestii kiedyś przyjdzie do mnie zrozumienie. Chowane w podświadomości urazy i żale, poczucie niesprawiedliwości życia, często manifestują się (nawet dopiero po wielu latach) w postaci wszelkich chorób, bólów;  blokują przed kreowaniem rzeczywistości, sprawiają, że ciągle wracamy do tego samego punktu, poruszając się w błędnym kole ofiary. Jak zatem wybaczać, by z niego wyjść?

Iluzja wokół mnie – co muszę wiedzieć, by przestać się nią karmić?

Opowiem Wam bajkę, chociaż kto wie, może to nie będzie bajka. Tę opowieść stworzyły tysiące historii ludzi z całego świata, różnych wyznań, profesji, o różnym statusie społecznym, które zostały wydobyte z nieświadomości podczas tysięcy sesji hipnotycznych w latach 2004-2013. Dla jednych stanowią wymazane ze świadomości wspomnienia, dla innych to jedynie zaburzenia natury psychicznej, nie ulega jednak wątpliwości, że zeznania dotyczące porwań przez obcych wzbudzają spore kontrowersje. I mało kto wie, że zawierają w sobie o wiele więcej zadziwiających szczegółów, niż można sobie wyobrazić. Seria filmów Zalwita (czyt. Calwita) zatytułowana Procedury Pokładowe w sposób nieoczywisty, ciekawy, a przede wszystkim zabawny przybliża to zjawisko (linki znajdziecie pod tekstem). Głównymi bohaterami owych opowieści, oprócz ludzi, są hubrydy. Hubryda to istota rodzaju męskiego lub żeńskiego o najwyższym stopniu hybrydyzacji z gatunkiem ludzkim, są praktycznie nie do odróżnienia. Przeciętna hubryda ma od 168 do 175 centymetrów wzrostu, wygląda na od 18 do 23 lat, może mieć białą skórę, gdyż niektóre z nich nigdy nie zostały wystawione na działanie promieni słonecznych. Są częścią Wielkiego Planu obcych, który ma za zadanie zasymilować ich z naszym społeczeństwem, tak byśmy niczego nie zauważyli. W tym celu ludzie są zabierani na statki kosmiczne, bądź kilkuosobowe grupy hubrydów i hubrydek wraz z owadzimi opiekunami odwiedzają domy i mieszkania, by przyjrzeć się normalnemu życiu. Ludzie, którzy przypomnieli sobie w procesie hipnozy takie wizyty, porównują hubrydy do lekko upośledzonych dzieci, którym trzeba wytłumaczyć jak obiera się pomarańczę, po co w domu lodówka czy piekarnik, co takiego kryje się w konserwie i do czego ona może służyć. Bywa, że obcy miesiącami odwiedzają daną osobę zasypując ją niezliczonymi pytaniami (ustnie bądź telepatycznie) o „reguły”: reguły gotowania zupy, jedzenia hamburgera czy używania mikrofalówki, czasem proszą o konsultację i aprobatę stylizacji, a nawet nadzorowanie zadań w terenie, takich jak jazda autobusem i zakup biletu u kierowcy. Być może zastanawiacie się, jak bardzo stresująca dla gospodarza może być tego typu wizyta, otóż obcy w jakiś sposób niwelują strach, ludzie często zachowują się jakby po życiową radę wpadła ciotka, a nie delegacja obcych z kosmosu. Zdarzyło się, że jedna z pań wręcz wyprosiła zdezorientowanych hubrydów z domu, gdyż akurat spieszyła się do pracy (i fakt, ciężko byłoby w tym przypadku o wiarygodną przyczynę spóźnienia). W zamian poleciła im oglądanie telewizji. Wówczas usłyszała w głowie, że z ich punktu widzenia oglądanie telewizji jedynie szkodzi, odciąga od pracy nad samym sobą, zajmując ludzi problemami, które nie mają sensu, a już na pewno nie można się z niej niczego o ludziach nauczyć. I właśnie ten zabawny epizod stał się dla mnie inspiracją dla dzisiejszych rozważań na temat iluzji rzeczywistości, którą w dużej mierze tworzą współczesne media. Dziś zaglądniemy do świata oszustw.

Wąż, szaman i stara piramida (o książce, która zmieniła moje życie)

Zdjęcie: http://canal44.com/2018/03/turista-ignora-el-reglamento-y-sube-a-piramide-de-chichen-itza/

Są znaki, które zostały umieszczone blisko nas, które wciąż czekają, aż otworzą się nasze oczy i zaczniemy prawdziwie widzieć. Są znaki, które zostawiamy sobie sami, jeszcze na etapie planowania życiowej drogi, czasu i miejsca wcielenia w ludzkie ciało. I właśnie jeden z takich znaków zaprowadził mnie do pewnej bardzo istotnej dla mnie książki. To był kolejny dzień, podobny do pozostałych, nic nie zapowiadało przełomu. Jednak, gdy wieczorem zmywałam makijaż, nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam w lustrze. Trzy zmiany barwnikowe na mojej prawej stronie twarzy (jedna w kąciku ust, druga na środku policzka i trzecia poniżej oka) zaczęły przypominać mi dokładne odwzorowanie gwiazd z układu Pasa Oriona. Nie mogłam zrozumieć dlaczego zauważyłam to dopiero teraz, oraz dlaczego tak bardzo mnie to poruszyło. Zapytałam Duszy, co to znaczy, i czy czegoś sobie nie wyobrażam na siłę.

Tak, to mapa Pasa Oriona – usłyszałam, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

Jak to mapa? Do czego ma służyć? – zapytałam.

W ludzkim ciele na Ziemi wcielasz się od około dwóch i pół tysiąca lat, ale istniejesz już według ziemskiej rachuby czasu miliony milionów lat. Pochodzisz z okolic jednej z gwiazd na Pasie Oriona i jest to ważna dla Ciebie informacja, którą musisz sobie przypomnieć w tym życiu. Dlatego jego mapa została umieszczona na Twoim prawym policzku.

Nie było lepszych miejsc? – odparłam lekko zirytowana, gdyż (jak chyba większość kobiet) marzyłam o nieskazitelnej cerze. –Kto wpadł na taki „genialny” pomysł?

Ty sama. Przy wyborze tego ciała, umieściłaś na nim dla siebie wskazówkę, wybrałaś twarz, bo znając siebie, wiedziałaś, że to jedyne miejsce, dostatecznie ważne, by kiedyś zwrócić Twoją uwagę (fakt, że zauważyłam znak dopiero w wieku trzydziestu kilku lat może świadczyć, że trochę racji w tym było). Cała historia jednak była dla mnie niewiarygodna, zaczęłam się zastanawiać, czy tak wygląda moment, w którym się wariuje.

Duszo, nie obraź się, ale kompletnie w to nie wierzę. Potrzebuję dowodu, najlepiej materialnego – odparłam.

Być może trudno dostrzec to przez kontekst moich wpisów i opowiadanych w nich historii, ale raczej należę do osób sceptycznych. Szybko zapomniałam o słowach Duszy, aż do momentu, gdy na jednym z warsztatów medytacyjnych trafiłam na stolik z książkami. Gdy mój wzrok przyciągnęła jedna z nich, usłyszałam: to jest Twój dowód, przeczytaj tę książkę. Przeczytałam ponad 300 stron w dwa dni, zafascynowana historią człowieka, który twierdził, że pochodzi z innej galaktyki. W naszej pojawił się po raz pierwszy przy środkowej gwieździe Pasa Oriona, potem podróżował  przez Plejady, Syriusza, Wenus, aż pojawił się na Ziemi w 1840 roku, a w 1850 narodził się w ludzkim ciele. Ten człowiek to Drunvalo Melchizedek, a jego obecne życie to jego drugie wcielenie. Mieszka z żoną Claudette w Arizonie (Sedona, USA), ma 6 wnucząt. Od kilkudziesięciu lat przekazuje światu swoją wiedzę. W 2011 roku założył Szkołę Przywracania Wspomnień (The School of Remembering®) oraz zaczął szkolić licencjonowanych trenerów upoważnionych do prowadzenia jego warsztatu Przebudzenie Oświeconego Serca (Awakening The Illuminated Heart®). Napisał 5 książek: Pradawną Tajemnicę  Kwiatu Życia (dwa tomy), Życie w Przestrzeni Serca, Świetlistego Węża oraz Węża Nieskończoności. I gdybym nie przeczytała jego książek, a zwłaszcza tej pod tytułem Świetlisty Wąż, i gdybym nie poznała osobiście osoby, która towarzyszyła Drunvalo w opisywanych przez niego w drugiej części tej książki wyprawach po świętych miejscach rdzennych plemion w Ameryce Północnej, Środkowej i Południowej, być może, tak jak Ty, pomyślałabym, że wyobraźnia ludzka nie zna granic, a ludzie są w stanie napisać wszystko, byle zwrócić na siebie uwagę lub zarobić. Jednak czytając jego słowa,  w głębi serca wiedziałam, że są prawdziwe. Zmieniły one moje spojrzenie na rzeczywistość i uświadomiły jak wiele rozgrywa się na Ziemi wydarzeń, o których nie dowiemy się z telewizji. Ale przede wszystkim Świetlisty Wąż uświadomił mi to, jak mało wiemy o własnej Duszy, jej pochodzeniu i o naszych możliwościach, o których czasem, aż do końca życia nie mamy okazji się dowiedzieć.

Pozbądź się tych 3 przeszkód i zacznij kreować własną rzeczywistość

Jest takie stare chińskie przekleństwo: Oby spełniły się Twoje wszystkie marzenia. Być może zastanawiasz się, dlaczego z pozoru miłe słowa miałyby doprowadzić kogoś do zguby? No cóż, choć naturalnym dla człowieka stanem jest przebywanie w radości, szczęściu i zdrowiu (dostaliśmy w tym celu stałe połączenie z Energią Stwórcy poprzez Wyższe Ja), zaczęliśmy komplikować sobie rzeczywistość dokonując wyborów z poziomu Ego (czyli rozumu, kalkulacji, osądzania, które zostało nam dane, gdyż Ziemia została zaplanowana jako planeta wolnego wyboru), bo właśnie dzięki Ego MOŻEMY tych wyborów dokonywać. Z czasem ludzie zaczęli zapominać o niegasnącym połączeniu ze Źródłem-Duszy, niektórzy zaczęli nawet kwestionować jej istnienie. Ego zaczęło przekonywać nas, że jest jedyne i najważniejsze, a my również zaczęliśmy uważać, że jesteśmy jedyni i najważniejsi. Moment, gdy ludzkość w to uwierzyła, zaczął być momentem, w którym staliśmy się bardzo samotni i nieszczęśliwi, zostaliśmy wygnani z Raju. Odrzuciliśmy miłość i wsparcie Wszechświata i Matki Ziemi, w zamian ludzie zaczęli się karmić władzą, pieniędzmi, popularnością – iluzją Ego. Odcięliśmy się od życiodajnej energii, jednak zapotrzebowanie na nią w nas pozostało, zaczęliśmy więc ją wzajemnie od siebie wykradać. Zaczął się czas wojen, przemocy, gwałtów, czas w którym straciliśmy umiejętność kreacji rzeczywistości, staliśmy się więźniami narzuconych przez Ego zasad, a Ziemia stała się planetą panów i niewolników, wybranych i pokornych owieczek.  Wybory podejmowane jedynie przez pryzmat ludzkiego Ego prowadzą do jednego, DO AUTODESTRUKCJI. Trafnie ujmuje to mit o królu Midasie, ale nie trzeba cofać się do czasów starożytnej Grecji, wystarczy obejrzeć wiadomości (dla własnego zdrowia – jeden raz). Niszczymy naszą planetę, zabijamy siebie, zwierzęta, świadomie i podświadomie wpędzamy swoje ciała w choroby, rozbijamy rodziny, nienawidzimy i zazdrościmy – a źródłem wszystkiego jest strach, bo Ego może zapewnić iluzję radości i szczęścia, jednak w podświadomości nadal pozostanie strach przed tym, że zabraknie dla nas MIŁOŚCI, której źródłem jest jedność ze Stwórcą. A my gdzieś po drodze zgubiliśmy z Nim kontakt, ZASNĘLIŚMY. Wszystko zmierzało do tragicznego i spektakularnego końca, jednak stało się coś, czego wielu się nie spodziewało. ZACZĘLIŚMY SIĘ BUDZIĆ. Zaczęliśmy rozmawiać z Wszechświatem, z Duszą, przestajemy kalkulować, oceniać, wywyższać się – zaczynamy KOCHAĆ, lecz nie miłością egoistyczną, a tą powstałą w wyniku JEDNOŚCI z planetą, kosmosem, z każdą zamieszkującą je istotą. Taka miłość jest kluczem do kreacji rzeczywistości. Dlatego dziś o tym jak ja to robię, oraz dlaczego niektórym jeszcze to nie wychodzi.