Po co mi ta cała duchowa wiedza

Czasem pojawiają się chwile zwątpienia. Kiedy napędzony siłą rozpędu własnych ideałów, zderzasz się ze ścianą rzeczywistości, upadasz. I to jest ten moment, gdy oglądasz się za siebie, choć wiesz, że nie powinieneś, bo ceną za zwątpienie jest przemiana w słup soli. Być może to wpływ ochłodzenia, być może fakt, że codzienne obowiązki uzmysławiają mi brutalnie, jak wiele jest istotnych spraw, które nijak się mają do metafizyki. Bywają dni, kiedy czuję się jak kolorowy pajac tańczący w rytm racjonalizmu.  Czy starczy mi sił, by pchając wielki głaz pod górę, nie zrezygnować w połowie drogi ze względu na mały kamyk w bucie? Ile jestem w stanie poświecić w imię swoich marzeń, marzeń o pisaniu. Czy pisząc prawdę zyskam czytelników? Czy ludzie chcą prawdy? Ten wpis jest dla każdego, kto medytuje, kto szuka drogi do własnej Duszy, ale jednocześnie ma wątpliwości, że zgłębiając naturę energii coś utraci, coś ważnego. Myślę, że każdy zadał, bądź kiedyś zada sobie, jedno z najważniejszych w życiu pytań: -Jak żyć? Ja zadaję je sobie teraz. Czy moje nieustanne dążenie do wiedzy, doszukiwanie się w oczywistych przekazach drugiego dna, uchwycenie tego, co wydaje się nie istnieć – czy to wszystko nie jest drogą w pustkę? Jak powinnam żyć? Odpowiedź przyszła szybko. Były to słowa ks. Adama Bonieckiego, któremu Magda Mołek zadała właśnie to pytanie, brzmiały one:

-Na życie trzeba mieć plan. Nie można miotać się bez celu od wydarzenia do wydarzenia. Trzeba żyć przytomnie.

W świecie, gdzie nadmiar bodźców otępia zmysły, gdzie łatwość w komunikacji, spowodowała jej brak, wiedza o naturze Duszy pomaga zachować to, co najważniejsze – przytomność.

Seks – Święte dopełnienie Miłości

Wczoraj spacerowałam po Krakowie, nie był to jednak taki „zwyczajny” spacer. Wraz z Mini Przewodnikiem po Krakowie poznawałam seksualną stronę tego miasta. Alternatywna wiedza jest dla mnie o wiele ciekawsza, od tej oficjalnie zatwierdzonej w podręcznikach. Spacerując uliczkami Krakowa, dowiedziałam się co z prostytutkami miała wspólnego woda sodowa, „polskim Freudzie”, czy o tym, jak dawniej „walczono” ze skutkami rozpusty.  Choć na przestrzeni lat podejście do naszej seksualności zmieniało się niczym obraz w kalejdoskopie, jedna rzecz pozostaje bez zmian – o seksie trudno się rozmawia. Nauka, kultura czy religia, albo go nadmiernie gloryfikują, albo przekonują, że jest czymś, czego należy się wstydzić. Że seks, który nie ma na celu prokreacji  to „grzech”, a kobiety, jeżeli wychodzą z domu, najlepiej, żeby zostawiały swoją seksualność w kuchni, gdzieś pomiędzy garnkiem a lodówką. Co takiego strasznego jest w kobiecym ciele, że istnieją miejsca na Ziemi, gdzie wmawia się im, iż czarny worek jest wygodny i najlepszy na upały?  A wystarczy zrozumieć dwie proste prawdy. Jeśli ludzkość przyjmie je do serc, oswoi seksualność. A energia przyciągania pomiędzy męskim członkiem, a pochwą kobiety przestanie być traktowana jak zdechła mysz w eleganckiej restauracji.

Lek na Ego

O ludziach, którymi kierują emocje mówi się, że mają temperament. Jeśli przyjąć takie założenie, to mój jest pokaźnych rozmiarów. Bywa to zaletą, ale w większości przypadków impulsywne zachowanie staje się dla mnie polem pracy nad sobą, wyzwaniem do ćwiczenia samokontroli i opanowania. Codziennych lekcji dostarczają mi dwie ukochane nauczycielki – 5-letnia Alicja i 2-letnia Aleksandra. Wychowywanie dziewczynek to do tej pory moje najtrudniejsze duchowe i życiowe zadanie. Alicja ma Duszę artysty, jest wrażliwa i ma piękną wyobraźnię, najbardziej dziwią mnie jednak jej komentarze, są tak mądre i głębokie, jakby miała nie 5, a 50 lat. I gdy któregoś dnia straciłam cierpliwość i zaczęłam narzekać na to, że mnie nie słuchają, Alicja powiedziała do mnie:

-Mamusiu, chyba zawładnął Tobą Diabeł.

I w tym momencie czas na parę sekund zwolnił. Większość  ludzi wrzuca Diabły razem z Demonami do jednego worka, ja jednak rozdzielam te dwa pojęcia. Podczas, gdy Demony to tradycyjnie rozumiane „siły mroku”, wraz z prześladowaniami, opętaniami i całym „dobrodziejstwem inwentarza”, które nam oferują, to Diabeł jest dla mnie spersonifikowanym  Ego, jest  częścią naszej Świadomości. Biorąc pod uwagę moją perspektywę, Alicja zakomunikowała mi, że tracąc panowanie nad emocjami, oddaję władzę nad sobą Ego. To było dla mnie jak otrzeźwiający kubeł źródlanej wody, uspokoiłam się i powiedziałam już łagodnym tonem:

– Masz rację kochanie, myślę, że jak podejdziesz i mnie przytulisz, to Diabeł sobie pójdzie, a mamusia wróci.

Małym dzieciom tłumaczyło się kiedyś, że mają Aniołka na prawym ramieniu i Diabełka na lewym. Obydwoje szepczą do ucha swoje rady, jeden dobre, drugi złe. Jeśli dziecko było niegrzeczne, mówiło się, że posłuchało Diabełka. Ci sympatyczni doradcy, to nikt inny jak Nadświadomosć (Dusza) i Ego (oczywiście istoty duchowe zwane Aniołami i Demonami też istnieją). Ego nie kieruje się moralnością, a własną wygodą, uwielbia władzę, pieniądze, rozkosze tego świata, seks, alkohol, obżarstwo, to właśnie jego słuchając popełniamy „grzechy”. Ego manifestuje się poprzez emocje, dlatego też w niektórych naukach rozwoju duchowego nadmierna emocjonalność jest przejawem słabości. A ponieważ mamy problem z przyjmowaniem prawdy o własnych słabościach oraz braniem pełnej odpowiedzialności za swoje czyny,  Diabeł stał się wygodny, ponieważ jest na kogo „zrzucić winę”. Dawniej jeśli typowy Józek nakrył swoją żonę na zdradzie i zarąbał ją oraz jej kochanka siekierą, mówiło się, że nie wiedział co czyni, gdyż to Diabeł w niego wstąpił, dziś powiemy, że działał w afekcie. Wraz z postępem psychologii ludzie przestali w Diabły wierzyć,  niestety pociągnęło to za sobą brak wiary w istnienie Demonów i sił mroku, ale to już temat na inny wpis. Ego można wypierać, można z nim walczyć, ale można też je „neutralizować”, i o tym będzie dzisiaj.

5 powodów, dla których warto rozmawiać z własną Duszą

Podobno w okopach nie ma ateistów, ale czy do wzbudzenia w sobie wiary trzeba znaleźć się w sytuacji zagrażającej życiu? Być może dla niektórych wiara to celebracja jednego z wielu historycznie unormowanych kultów zwanych religiami. Myślę jednak, że zarówno wiara, jak i religia, choć występują najczęściej w parze – nie są tożsame. Dla mnie wiara to uznanie w ludziach ich Boskiego dziedzictwa, wiara to uznanie swojej nadświadomości, Duszy. I choć od zarania dziejów trwają spory sceptyków z entuzjastami jej istnienia, szala w ostatnich latach zaczyna znów przesuwać się w kierunku tych drugich. Dusza istnieje – tak skwitował swoje wieloletnie badania  światowej sławy australijski neurofizjolog i laureat Nagrody Nobla John Carew Eccles (1903–1997), który w jednym z wywiadów prasowych stwierdził:

„Gdyby źródłem naszych świadomych doznań była tylko aktywność mózgu, nie moglibyśmy podejmować żadnych decyzji ani sprawować kontroli nad zachowaniami. (…) Wierzę w istnienie (nad)świadomości, ponieważ jej doświadczam: to moje codzienne doznanie”.

Człowiek to tchnienie Boga w powłokę materialną, tym tchnieniem jest Dusza. Życie powstaje na początku na poziomie Duszy, pola energetyczno-informacyjnego. To przez nią i dzięki niej człowiek kontaktuje się z Bogiem. Nasz mózg to jedynie rodzaj ograniczonego komputera, który przetwarza informacje z rzeczywistości na doznania w ciele, jednak robi to w sposób uproszczony, dopiero w chwili jego „wyłączenia” zaczynamy doświadczać w pełni otaczającego nas świata. I być może zeznania „zwykłych” ludzi, którzy opisują swoją śmierć kliniczną można uznać za jakąś zbiorową fantazję, to trudno jest przejść obojętnie obok zdania neurochirurga światowej klasy Ebena Alexandra, które wyraził w książce: Dowód. Prawdziwa historia neurochirurga, który przekroczył granicę śmierci i odkrył niebo, wydanej w Polsce w 2012 roku. Przełomowe znaczenie tej pracy podkreślił amerykański „Newsweek” umieszczając książkę Alexandra na swojej okładce w październiku 2012 roku. Jednak nie słowa laureata Nagrody Nobla czy sławnego neurochirurga stanowią o mojej pewności odnośnie istnienia Duszy, a moje własne doświadczania, moje rozmowy z Duszą. Kiedy o tym wspominam, u niektórych rozszerzają się tylko źrenice, u tych bardziej szczerych pojawia się lekki uśmiech. Skoro Dusza to część naszego jestestwa, to dlaczego tak trudno przyjąć do wiadomości fakt, że można nawiązać z tą częścią kontakt? Wydaje mi się, że brak pewności tego, jak wygląda rzeczywistość po odłączeniu od komputera zwanego mózgiem stanowi swego rodzaju zawór bezpieczeństwa przed ucieczką. O tym, jak mógłby wyglądać świat, gdyby ludzie pozbyliby się wewnętrznego racjonalisty, który co rusz powtarza „to tylko wyobraźnia”, można przekonać się oglądając film Charliego MacDowella “THE DISCOVERY”. Gdzie samobójstwa popełnianie są masowo, ponieważ dla niektórych w tym filmie odebranie sobie życia, to najszybszy sposób na „restart”.

Niebezpieczeństwo czy błogosławieństwo – Wszystko o głodówce cz.I

Kiedy podczas jednej ze swoich medytacji rozmawiałam z Duszą na temat zdrowia i długowieczności, zapytałam ją o to, co powinnam zrobić, aby je zachować. Usłyszałam wtedy, że odpowiedź znajdę w książce Siergieja Łazariewa Uzdrowienie Duszy, tak, moja Dusza uwielbia podsyłać mi książki, jednak nigdy na jej propozycjach się nie zawiodłam, więc i tym razem jej zaufałam. Odpowiedź przyszła do mnie w opisie rozmowy Siergieja ze sprzedawcą miotełek do łaźni, którego spotkał na targu. Sprzedawca zapytany o sekret swojego młodego wyglądu i zdrowia odpowiedział:

-Wie pan, dlaczego ludzie teraz tak szybko się starzeją? W ludziach jest mało dobroci. Ludzie przestali się uśmiechać.

To prawda pomyślałam, dodałabym jedynie, że ludzie przestali PRAWDZIWIE się uśmiechać. Nie wiem dlaczego, ale uśmiech przychodzi mi naturalnie. Kiedy patrzę na ludzi lub z nimi rozmawiam, albo teraz, gdy o Was myślę pisząc ten artykuł, czuję miłość i chęć dzielenia się dobrem, bo właśnie dobro widzę w każdym człowieku. Jest to niesamowite uczucie błogości, jakbym zażyła jakiś narkotyk szczęścia, dlatego uśmiech rzadko znika z mojej twarzy. Prawie każda nowo poznana przeze mnie osoba kończy lub zaczyna rozmowę uwagą, że niesamowicie się uśmiecham. Na początku mnie dziwiło, co niesamowitego może być w uśmiechaniu się, ale potem zauważyłam jak ludzie mało się uśmiechają, jak przestali to robić. Widać to najjaskrawiej w tramwajach, autobusach czy pociągach, nie wiem, czy we wszystkich, ale tych w Polsce tak. Kiedy rozmawiałam z Aronem Jasnowidzem o tym, że chciałabym założyć bloga, powiedział mi, że powinnam raczej kręcić filmy, by inni mogli zobaczyć mój uśmiech, być może kiedyś to zrobię. Póki co piszę, a tym razem chciałam się z Wami podzielić moimi doświadczeniami z głodówką.

Obudź świadomość i zapomnij o chorobach

O Polsce mówi się, że to kraj kościołów, dla mnie powinno mówić się o niej jak o kraju aptek. Zastanawiało mnie jak to jest, że funkcjonują czasem trzy na jednej ulicy, a w najbliższej okolicy trwają przygotowania do otwarcia czwartej. Ale wystarczyło, że zajrzałam do środka, by przekonać się jak wielu ludzi kupuje codziennie syntetyczne lekarstwa, bywa że zostawiają w aptekach kilkaset złotych miesięcznie, nawet kosztem jedzenia. Mając przed oczami taki obrazek obiecałam sobie, że zrobię wszystko, by za kilkadziesiąt lat nie uzależnić się od tego biznesu. Medycyna powinna stawiać na pierwszym  miejscu dobro człowieka, niestety opanowana przez koncerny farmaceutyczne, przekonuje ludzi o tym, że potrzebują jak największej ilości lekarstw, które być może łagodzą objawy choroby, lecz jednocześnie osłabiają nasz naturalny system odpornościowy. Myślę jednak, że nigdy nie jest za późno, by zawalczyć o jego odbudowę i pokonać chorobę, zanim się rozwinie. Czy to możliwe? Myślę, że tak. Warto bowiem zadać sobie pytania: skąd biorą się choroby; co lub kto jest za nie odpowiedzialny; co robić, by nie chorować? Odpowiedzi znalazłam w serii książek na temat zdrowia G.P. Małachowa. Mniej więcej rok temu zastosowałam się do porad zawartych w tych książkach i było warto, wyglądam i czuję się świetnie, nie mam problemów z wagą (nawet po urodzeniu dwójki dzieci), zapomniałam o migrenach, a wszelkie infekcje pokonuję w naturalny sposób, do apteki zaglądam głównie po krem dla córki. Brzmi jak sen lub reklama? Nie, to nie jest wpis sponsorowany, z mojego bloga nie czerpię korzyści finansowych, nagrodą jest dla mnie świadomość, że pomagam ludziom budzić się z uśpienia i to póki co wystarczy.  

Poznaj 3 najważniejsze duchowe prawdy o ludzkim ciele

Ludzkie ciało to zadziwiający, złożony niczym Wszechświat, odbiornik trójwymiarowej rzeczywistości. Doświadczamy jej za pomocą zmysłów, aż cztery z nich usytuowane są w okolicach głowy: wzrok, słuch, smak, węch, jeden natomiast obejmuje całą powierzchnię organizmu – dotyk. To chyba najmniej doceniany zmysł, a zarazem najbardziej rozbudowany, można wyodrębnić aż cztery jego rodzaje: czucie bólu (nocycepcja), czucie zimna i ciepła, zmysł równowagi ( błędnik w uchu) i zmysł orientacji ułożenia części własnego ciała (prioprocepcja). Receptory tego zmysłu znajdują się w mięśniach, to tak zwane czucie głębokie, dzięki niemu możemy czuć, że chodzimy nie koncentrując wzroku na stopach, albo pisać nie patrząc na dłoń. Dzięki prioprocepcji czujemy, że mamy ciało. Angielski neurolog i psychiatra Olivier Sacks w książce O mężczyźnie, który pomylił swoją żonę z kapeluszem opisał przypadek kobiety, która w wyniku zapalenia nerwów straciła czucie prioproceptywne. Dla 27-letniej Christiny otaczający ją świat zmienił się w nicość.

Straciła, wraz ze swoim zmysłem propriocepcji, fundamentalną, organiczną „kotwicę” swej tożsamości – przynajmniej tej cielesnej tożsamości czy „ego ciała”, które Freud uważa za podstawę „ja”.

Stała się niczym żywy duch, widmo. Z początku jedynie leżała jak szmaciana laleczka, z czasem uczyła się wykonywać drobne gesty, chodzić, siadać przy pomocy dwóch pozostałych zmysłów: wzroku i równowagi  (błędnika), jednak od odzyskania pełnej sprawności wciąż dzieliła ją przepaść. Jej dramat sprawił, że uzmysłowiłam sobie jak nie doceniam swojego ciała. Każdego dnia zmuszam je do zakładania niewygodnych ubrań, butów, wielogodzinnego siedzenia przed ekranem komputera w domu lub biurze, truję je chemią, konserwantami, metalami ciężkimi zawartymi w kosmetykach, pożywieniu, powietrzu, wodzie, ono to wszystko cierpliwie znosi. Aż do pewnej granicy…ale czy warto ją przekraczać? Czy warto być tak krytycznym wobec własnego ciała, porównywać je z innymi, często nieprawdziwymi wizerunkami? Może pora okazać mu troskę i dać odpocząć, zadbać o ruch i wartościowe pożywienie? Może warto zastanowić się jakie skrywa tajemnice, o czym chce mi powiedzieć? 

Jak nie szkodzić pomagając

Funkcjonowanie w społeczeństwie wiąże się z szeregiem interakcji międzyludzkich, jednym z takich zachowań jest wzajemna pomoc. Zdolność odczuwania empatii, współczucie, sprawiają, że pomaganie jest powszechnym zjawiskiem, mimo, że czasem wiąże się z ryzykiem utraty własnego bezpieczeństwa, czasem wymaga zadania sobie trudu, ale robimy to chętnie, i dopóki ludzie będą zdolni do poświęcenia dla drugiego człowieka, dopóty będziemy mogli mówić o zdrowym społeczeństwie. Jeśli spojrzymy na ten proces z perspektywy świata duchowego, to jest to sposób na dzielenie się z innymi energią, a jednym z istotniejszych czynników, które decydują o efektach pomocy są nasze intencje. Kiedy zapytałam swojej Duszy o ludzkie intencje, pokazała mi piękne, bezchmurne niebo, a na jego horyzoncie unosiło się mnóstwo kolorowych balonów. Były to ogromne balony z wiklinowymi koszami, w których podróżowali ludzie. Wtedy usłyszałam opowieść o naszych intencjach, która rozpoczynała się od słów:  Esencja intencji jest niczym powietrze, które je wypełnia

Obudź swój potencjał jasnowidzenia

W grudniu 1999 roku Szwecji został przeprowadzony dość nietypowy wywiad. Nietypowy nie tylko ze względu na osobę, która go udzieliła, a przedstawiła się ona jako Reptilianka Lacerta, mieszkająca w podziemnym mieście, ale na treść (https://www.youtube.com/watch?v=wjaIq3fuJg8 ). Powołując się na treść wywiadu nie pragnę rozpoczynać dyskusji na temat wiarygodności tego źródła, traktuję go jako ciekawą inspirację i kolejne interesujące spojrzenie na gatunek człowieka. Na jego pochodzenie, a przede wszystkim na wizję sposobu, w jaki postrzega rzeczywistość. Otóż według Lacerty rzeczywistość składa się z warstw oraz poziomów.  Materia, czyli to, co dla większości jest całym światem, to jedynie odbicie energii na jednej z warstw. Według niej żyjemy w iluzji. Każdy z nas ma wbudowany mechanizm (blokadę), który czyni nas bardzo podatnymi na jej wpływ.  Blokadę pełnego postrzegania rzeczywistości pokonali jasnowidzowie oraz ludzie pracujący z energią, a przy odpowiednich warunkach może pokonać ją każdy. W doskonały sposób przedstawia to kultowy już film Matrix, który miał premierę w tym samym roku, w którym ukazał się wywiad z Lacertą. A szczególnie scena, w której Neo odwiedza Wyrocznię. W jej mieszkaniu spotyka chłopca, który wygina metalowe łyżki siłą woli, jego słowa stanowią według mnie klucz do zrozumienia natury materii i poszerzenia sposobu jej postrzegania:

 Nie staraj się wygiąć łyżki, bo to niemożliwe.  Ale spróbuj uświadomić sobie prawdę, że łyżka nie istnieje. Wtedy przekonasz się, że to nie łyżka się gnie, tylko TY.

Życia, których nie było (o poszukiwaniu tożsamości)

Iluzja fascynuje mnie od momentu, kiedy jako mała dziewczynka po raz pierwszy oglądałam magiczne show Davida Copperfielda, pamiętam ten dreszczyk emocji, gdy czekałam na moment, aż zniknie pałac Walta Disneya. Chyba dla większości z nas wizja doświadczenia „magii”, wizyta po drugiej stronie lustra, wydaje się być ekscytująca.  Ale co by się stało, gdyby krótki pokaz trwał całe życie, a z lustrzanego odbicia nie było powrotu? Gdybyśmy pewnego dnia odkryli, że cały nasz dotychczasowy świat to jeden wielki pokaz iluzji? Pewnie uważasz, że to abstrakcyjne pytanie nie ma racji bytu, jednak dla wielu ludzi to realny problem. W książce O mężczyźnie, który pomylił swoją żonę z kapeluszem  Olivier Sacks, angielski neurolog i psychiatra, przedstawia jak zagmatwana może być rzeczywistość ludzi cierpiących na choroby neurologiczne, a szczególnie na zespół Korsakowa. Chorzy doświadczają ostrych zaburzeń pamięci bieżącej, bywa że mogą pamiętać  jedynie ostatnią godzinę swojego życia, często mniej, a punktem odniesienia jest czas sprzed rozpoczęcia choroby. Luki pamięciowe wypełniane są często wyobrażeniami. Dla lekarza, te „przypadki” stały się punktem wyjściowym do rozważań na temat ludzkiej tożsamości, czy ludzie mogą ją utracić? Czy osoba, która tkwi zawieszona w świecie bez czasu, bez pamięci, posiada Duszę, czy Dusza uleciała wraz z tożsamością, zostawiając jedynie zdolnego do utrzymania się przy życiu robota?