Cuda, o których się nie mówi

Pod koniec stycznia tematem numer jeden stała się misja ratunkowa na Nanga Parbat, byłam wtedy jedną z nielicznych osób w Polsce, które o dramatycznych wydarzeniach w Himalajach dowiedziały się z kilkudniowym opóźnieniem. Dla mnie był to bowiem czas, w którym koncentrowałam uwagę na pogarszającym się stanie zdrowia mojej młodszej córeczki Aleksandry. Choroby dzieci to jeden z trudniejszych tematów, jak bowiem zaakceptować cierpienie niewinnej istoty, zwłaszcza takiej, którą kochamy bardziej, niż własne życie? Dla wielu to jedna z najtrudniejszych prób, bo jak kochać Stwórcę, który dopuszcza tak wiele bólu?

Gdy zapytałam własnej Duszy: Dlaczego Ola choruje?

Usłyszałam: Kochana, JESTEŚMY tu, by doświadczać, KAŻDY z nas się UCZY, ty również.

Świadomość tego, że śmierci nie ma, że to tylko przejście, ZMIANA PERSPEKTYWY oraz postrzeganie rzeczywistości w sposób poszerzony, to znaczy postrzeganie energii i ładu, przyczyn i skutków w siatce zdarzeń tej planety, pozwala mi na wewnętrzny spokój, akceptację i zrozumienie. Mimo to, gdy trzymałam w rękach oddychającą z trudem Olę, bałam się, po ludzku się bałam, jak każda matka o zdrowie własnego dziecka. Być może ktoś zastanawia się, dlaczego osoba rozwinięta duchowo od razu nie zostanie świadkiem uzdrowienia? To fakt, z jednej strony dzieci nie posiadają aż tylu blokad i fałszywych programów podświadomości, co dorośli, z drugiej Vianna Stibal, nauczycielka techniki medytacyjnej opartej na falach mózgowych Theta, ostrzega, że zbyt częste ingerowanie energetyczne w naturalny system odpornościowy dziecka może rozregulować jego funkcjonowanie. Poza tym, choroby dzieci bywają spowodowane umową Dusz, które wybrały ten rodzaj nauki, by wspólnie z rodzicami odrabiać wybrane wartości i Dusza dziecka nie zgodzi się na uzdrowienie, jeśli zaplanowany cel lub lekcja nie odniosłyby dzięki temu rezultatu. Bywa też, że choroby, których nie jest w stanie wyleczyć współczesna medycyna są efektem pamięci energetycznej komórek, które odtwarzają tragiczną i nagłą śmierć z poprzedniego wcielenia (na przykład niewyjaśniona choroba jelit u dziewczynki, która w poprzednim wcieleniu została otruta) albo silnych negatywnych programów i przekonań własnych lub przodków, które Dusza postanawia w danym wcieleniu oczyścić. Osobiście uważam jednak, że zanim zaczniemy badać energetykę dziecka, w pierwszej kolejności powinno zadbać się o jego ciało fizyczne, czyli łącznik, w którym, wielowymiarowe energie znajdują ujście. Współczesna medycyna to wspaniałe osiągnięcie ludzkości, która razem z wiedzą o energetyce człowieka powinny tworzyć jedną, uzupełniającą się drogę, a nie dwie wykluczające się wzajemnie ścieżki. I tak jak większość rodziców, gdy typowe oznaki przeziębienia nie ustąpiły po zastosowaniu metod naturalnych, udałam się do lekarza rodzinnego, a tam usłyszałam diagnozę –angina. O szkodliwości antybiotyków mówi się powszechnie, mimo to wielu rodziców bez wizji innej leczniczej alternatywy decyduje się, by podać je dziecku. Gdy stan Aleksandry już po trzeciej dawce pogorszył się na tyle, że napady kaszlu i płytki oddech uniemożliwiały normalne oddychanie, podjęliśmy z mężem decyzję o natychmiastowej wizycie w szpitalu. Tam usłyszeliśmy diagnozę – alergiczne lub wirusowe zapalenie płuc – konieczne podanie tlenu i hospitalizacja. I tak wróciłam do miejsca, w którym najchętniej nie pojawiłabym się nigdy, o którym na samą myśl cierpnie mi skóra, którego na skutek poprzednich doświadczeń po prostu się boję – Oddział Pediatryczny Specjalistycznego Szpitala im. Stefana Żeromskiego w Krakowie. A jeśli czegoś się boisz, to prawie pewne, że prędzej czy później będzie to temat Twojej lekcji! I tego, co tam zobaczyłam i czego doświadczyłam, przyznam się szczerze, kompletnie się nie spodziewałam!

Wielkie – Małe Cuda

Czy pani mdleje na widok krwi? – z zamyślenia wyrwało mnie pytanie pielęgniarki, która za chwilę miała wkłuwać się w żyłkę Olci. Pół godziny wcześniej pojawiłam się na oddziale i po wstępnej papierkowej robocie, od razu skierowano nas do sali zabiegowej.

Nie, a dlaczego Pani pyta? – odpowiedziałam zaskoczona.

Zdziwiłaby się Pani, ile matek muszę zbierać z podłogi.

Serio? Pomyślałam. Wizja mdlejącej na widok krwi matki, wydała mi się na tyle nierealna, że skutecznie zapomniałam o zmęczeniu, które z jednaj strony powodował fakt, iż była druga w nocy, a z drugiej świadomość tego, że będzie to już trzecia noc bez snu. Ale oddział dziecięcy w szpitalu nie jest po to, by rodzic mógł się wyspać, wiadomo, że nikt nie pojawia się tu dla własnej przyjemności. To miejsce, które ma swój własny rytm, wyznaczany porannym obchodem i wizytami pielęgniarek. Dla osób wrażliwych na energie szpitale są szczególnie nieprzyjemne, czuje się w nich energię strachu i cierpienia dzieci, czasem tych, które w tym miejscu odeszły. Po paru godzinach stłumiłam odczuwanie energii do minimum, skoncentrowałam się na pomocy w dolegliwościach Oli, oraz na wesołym, w miarę możliwości, wspólnym spędzaniu nieznośnie długich szpitalnych godzin. Niestety, pierwszy dzień pobytu zakończył się atakiem paniki, w momencie, gdy dwuletnia Olcia zorientowała się, że nie wróci na noc do domu. Gdy o czwartej nad ranem Olcia walczyła z kolejnym atakiem kaszlu, usłyszałam za plecami: – W czym Ci pomóc? – to mama, pięcioletniego chłopca, który został przywieziony poprzedniej nocy. Dziecko już drugą noc męczyły nudności, z powodu zagrożenia odwodnieniem chłopczyk był podłączony do kroplówki, siedział na łóżku z mamą, która co chwila wstawała, by podawać mu szpitalną nerkę. – Dziękuję, damy sobie radę – odparłam.  To z pozoru błahe pytanie sprawiło, że zaczęłam się zastanawiać, jak ogromna chęć pomocy pod nim się kryła. Pomyślcie, która matka, w momencie, gdy zagrożone jest jej własne dziecko, chce pomagać również innym? I tak zaczęłam powoli dostrzegać CUDA, o których się nie mówi, o których się zapomina lub nie zauważa w natłoku codziennych obowiązków. Większość z nas, gdy myśli o cudzie, ma w głowie spektakularne uzdrowienia, płaczące figurki, znaki na niebie.

 Tymczasem Stwórca nieustannie krzyżuje nasze ścieżki z aniołami w ludzkich ciałach, nie mają skrzydeł i nie bije od nich magiczna poświata, dlatego przestaliśmy zwracać na nie uwagę i przestaliśmy zauważać cuda, które czynią.

Pojawiłam się w tej ciasnej, przeszklonej szpitalnej sali, na twardej, metalowej leżance, by tego się nauczyć. I tak gdy chciałam puścić Oli w laptopie jej ulubioną bajkę na YouTubie, a nie miałam dostępu do internetu, tata dziewczynki z sąsiedniego łóżka udostępniał mi go przez trzy  dni, za co nie chciał nawet złotówki. Gdy w kuchni zostawiłam pusty kubek niedaleko czajnika, ponieważ nie chciałam zostawiać Olci bez opieki na czas gotowania wody, a później po 15 minutach przypomniałam sobie, że potrzebowałam wrzątku, to po powrocie wody w czajniku już nie było, ale kubek stał wypełniony wrzątkiem. Zanim dowieziono nam pieluszki, wodę i jedzenie, pojawiły się one z alternatywnych źródeł. Każdy dzień przepełniony był życzliwością, uśmiechem i bezinteresownością innych, która mocno podbudowała moją , i tak już silną, wiarę w ludzi. Każdego poranka, tuż po przebudzeniu, proszę Stwórcę, bym była dziś Światłem dla ludzi, których postawi na mojej drodze. A zasypiam dziękując za Światło i cuda, które do mnie wróciły. Wierzę, że otacza nas rzeczywistość, którą podświadomie sami sobie stwarzamy. Alergiczne zapalenie płuc jak szybko się pojawiło, tak szybko zniknęło. Na trzeci dzień dolegliwości ustąpiły, a ja miałam problem, by upilnować rozrabiającą Olcię na sali szpitalnej. A gdy w ostatni dzień przed wypisem poprosiłam dyżurną pielęgniarkę o klucz do bawialni, usłyszałam:

Nie w tym momencie, muszę pędzić do zabiegowego, właśnie zemdlała tam matka!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *